Byle do jesieni

63
fot. mac

Skoro w lokalnej polityce nie dzieje się nic intrygującego, a o tej uprawianej w stolicy nie chce mi się gadać, bo po co się denerwować, zostają tematy sportowe lub historyczne. Myślę chociażby o „pierwszym razie” Pitera, czyli premierowym zwycięstwie Pawlickiego w turnieju Grand Prix. Co do historycznych tematów, to bardzo ciekawe wieści przekazał mi miejski konserwator zabytków Maciej Urban na temat „rycerza w rajtuzach”.

A więc po kolei: w Daugavpils na Łotwie po raz pierwszy w historii zawodów o indywidualne mistrzostwo świata na żużlu Polacy stanęli w komplecie na podium. Co prawda 8 lat temu w Toruniu było podobnie, ale w trójce znalazł się Rune Holta, a więc Norweg z polskim paszportem. Na Łotwie zwyciężył leszczyniak Piotr Pawlicki, co było dla wszystkich sporą niespodzianką. Piotrowi nie szło od początku tego sezonu, choć zimą robił wszystko, łącznie ze zmianą diety i treningów, by w nowym sezonie nie było takiej huśtawki wyników jak w 2016 r. Niestety, koszmar sprzed roku powrócił: Unia początek ligi miała taki sobie, a Pawlicki – wręcz słaby. Zresztą nadal nie wiadomo w którym kierunku to się rozwinie i czy klub oraz jej lider będą walczyć o najwyższe cele czy zafundują nam ciąg dalszy rollercoastera?

Na razie cieszmy się z sukcesu Pitera, licząc że nastąpią w tym sezonie kolejne „razy”, ale nie w sensie ciosów czy batów, lecz zwycięstw. A okazji do wykazania się będzie miał sporo, bo poza ekstraligą i GP będzie jeszcze finał Drużynowego Pucharu Świata w Lesznie, gdzie nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło naszej narodowej reprezentacji z Pawlickim w składzie. Zainteresowanie tymi zawodami jest spore i bilety rozchodzą się w okamgnieniu. Byle tylko ekipy budowlane zdążyły na czas wybudować aleję gwiazd, a także wyremontować fragment ul. Strzeleckiej, gdzie trwa wymiana instalacji wod.-kan. i nawierzchni jezdni. Swoją drogą, nadal oficjalnie nie wiadomo, jakie nazwiska gwiazd żużla jako pierwsze pojawią się w alei? I czy będą to polscy zawodnicy czy zagraniczni?

Jak już mowa o historii speed-waya, to płynnie przejdę do rozmowy z miejskim konserwatorem zabytków Maciejem Urbanem. Lubię z nim przeprowadzać wywiady, gdyż zawsze mogę liczyć na interesującą rozmowę, z której jako miłośnik małej ojczyzny dowiem się czegoś nowego o przeszłości Leszna. Od dwóch miesięcy „wałkujemy” temat pochówku rycerza w jedwabnych rajtuzach. Odnaleziony i przetłumaczony list z 1907 r. proboszcza parafii św. Mikołaja ks. Józefa Tascha adresowany do konserwatora Prowincji Poznańskiej prof. Ludwika Kemerrera ujawnił prawdziwą historyczną sensację. Oto w podziemiach świątyni spoczywa trumna ze szczątkami zamożnego rycerza, prawdopodobnie fundatora kościoła, który zmarł w 1305 roku, a urodził się 65 lat wcześniej. Oznaczałoby to, że dzieje Leszna są starsze niż opisywali to przez lata historycy. Na potwierdzenie tych rewelacji musimy jednak poczekać do jesieni, kiedy przeprowadzone zostaną szczegółowe badania krypty w leszczyńskiej bazylice.

Być może jesienią będziemy mieli więc podwójną okazję do świętowania: z racji sukcesów żużlowców Unii oraz potwierdzenia faktu, iż rycerz w rajtuzach z rodu Wieniawitów żył faktycznie w XIII wieku i był protoplastą znamienitych leszczyńskich rodów, które znacząco wpłynęły na bieg historii Leszna. Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*