Byli młodymi entuzjastami, dziś są dojrzałymi działaczami

141
Magdalena i Remigiusz Górscy z Leszna poznali się na obozie PCK w Sulejowie koło Łodzi. Fot. kab

Obie Magdy, Agnieszka, Iza, Remigiusz i Wojciech o obozach SIM mogą opowiadać bez końca. W samych superlatywach. Z jednej strony, jako formacja młodzieżowa Polskiego Czerwonego Krzyża w Lesznie, pomagali niepełnosprawnym dzieciom, a jednocześnie bawili się, nawiązywali przyjaźnie, zakochiwali… Wielu z nich, kiedy dorosło, nie zeszło z wybranej drogi i po dziś dzień pomagają innym, słabszym, niepełnosprawnym. Wrażliwość, jaką zaczęli pielęgnować w młodości, zaowocowała na wielu płaszczyznach. Są zapalonymi społecznikami, świetnymi pracownikami, ciepłymi rodzicami.

Agnieszka Demska-Chudy, kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy w Kąkolewie do PCK trafiła jako 16-latka.

Wciągnęła mnie nieżyjąca już Agnieszka Więckowska. Razem pojechałyśmy na obóz szkoleniowy do Zglińca, na którym przygotowywałyśmy się do pracy z dziećmi – relacjonuje Agnieszka Demska-Chudy.

Mimo solidnego przygotowania, dla szesnastoletniej dziewczyny i wielu jej kolegów, wyjazd na obóz z podopiecznymi okazał się prawdziwym wyzwaniem. Czekała ich nie tylko integracja, ale także ciężka, fizyczna praca.

Niektórzy podopieczni wymagali karmienia, przewijania, mycia. Sporo dźwigaliśmy, kręgosłup pobolewał… – przyznaje Agnieszka.

Jej pierwszymi podopiecznymi byli: Mateusz z zespołem Downa i nieżyjący już Paweł, który chorował na dystrofię mięśniową.

Szybko przyszła refleksja, że my zajmujemy się tymi dzieciakami tylko przez dwa tygodnie, a ich rodzice opiekują się nimi każdego dnia i nie narzekają. Nas niosła na skrzydłach wspólna idea, oni każdego dnia walczyli o lepszy los dla swoich dzieci. Poczułam odpowiedzialność i wiedziałam, że za rok znów pojadę na obóz. I tak przez kilka lat –relacjonuje

Dziś uczestnikami ŚDS w Kąkolewie jest Piotr i Honorata, którymi Agnieszka opiekowała się na obozach jako nastolatka.

Bardzo dobrze wspominam obozy i Agnieszkę. W pokojach mieszkaliśmy z opiekunami i przez cały czas dobrze się bawiliśmy. Było dużo śmiechu, ogniska i wiele ciekawych konkurencji i zajęć, niezależnie od pogody – wspomina Honorata Kurzawa, uczestniczka ŚDS w Kąkolewie.

Już wtedy na obozach zależało nam, by dzieci rozwijały skrzydła, odkrywały swoje talenty. By sami mogli dać coś od siebie innym – mówi A. Demska-Chudy.

Dziś w taki właśnie sposób kieruje ŚDS w Kąkolewie. Organizowane są tu zawody sportowe, przeglądy taneczne czy konkursy wokalne, a bardziej sprawni podopieczni wspomagają tych mniej samodzielnych.

Jak podkreśla Agnieszka, wolontariat w PCK nie był dla niej i jej kolegów heroizmem.

Przecież my też wiele dostawaliśmy od tych dzieciaków! To miało wpływ na całe nasze życie. I praktyka, jaką zdobywałam na obozach, była o wiele cenniejsza od wiedzy, którą otrzymałam na studiach – uśmiecha się. Karolina Bodzińska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*