Chore dzieci Woźniaków mogą wkrótce zostać bez dachu nad głową

200
Rodzina Woźniaków, Robert i Magdalena z dziećmi, zbiera pieniądze za pośrednictwem portalu pomagam.pl Fot. Bogdan Ludowicz

Nie wiem, co się stanie, gdy stracimy dom. Gdzie pójdziemy? Co z dziećmi? One są jeszcze takie małe – mówi, nie kryjąc łez, Magdalena Woźniak z Kościana.

Najstarsza z jej pociech to siedmioletnia Weronika. Dziewczynka różni się od swoich rówieśników. Urodziła się z szeregiem wad genetycznych na czele z agenezją ciała modzelowatego, czyli brakiem połączenia pomiędzy półkulami. Werka – jak nazywają ją bliscy – jest maleńka jak na swój wiek i bardzo szczupła. Nie chodzi, nie mówi, nie sygnalizuje swoich potrzeb. Na szczęście jej młodszy brat, czteroletni Mateusz to okaz zdrowia. Chłopczyk emanuje radością i za dwoje wypełnia dom dziecięcym szczebiotem oraz śmiechem. Jest jeszcze Helena, ale ona na razie mieszka w brzuchu mamy. Ma pojawić się na świecie 27 marca. Niestety, wiadomo już, że maleństwo ma chore serduszko. Konieczna będzie operacja…

Nie przyszło nam to łatwo, ale zdecydowaliśmy się prosić innych o pomoc, bo sami nie damy rady – wyznaje tata dzieci Robert Woźniak.

Od kilku tygodni na portalu pomagam.pl widnieje ich dramatyczny apel zatytułowany „Rodzeństwo Woźniaków może stracić dach nad głową”.

Jesteśmy wdzięczni za każdą złotówkę, za każdy serdeczny gest w naszą stronę – zapewnia mężczyzna.

Kościaniacy podkreślają, że wzrusza ich fakt, iż zupełnie obcy dla nich ludzie, spieszą im z pomocą. Jedni dają dobre słowo, inni fanty na aukcje, a jeszcze inni biorą udział w licytacji. Zresztą sam pomysł ze zbiórką pieniędzy za pośrednictwem portalu pomagamy.pl wyszedł ze strony ich dobrej znajomej. To ona też zamieszcza wpisy na ich profilu facebookowym.

Państwo Woźniakowie od początku swojego związku mieszkają w jednym z domów jednorodzinnych w Kościanie. Obecnie zajmują go sami, ale przez lata dzieli go wspólnie z innymi członkami rodziny, bo budynek jest dość duży. Nikt nikogo nie zmuszał do wyprowadzki. Kolejne osoby opuszczały go w naturalny sposób.

Obecnie zostaliśmy w nim tylko my. Problem polega na tym, że nie jestem jedynym właścicielem domu. Mam w nim tylko 9/25 udziału. Rodzina chce spłaty swojej części, a my po prostu nie mamy takich pieniędzy i nie wiemy, kiedy będziemy je mieć. Dlatego oni oddali sprawę do sądu… – wyjaśnia pan Robert i targany emocjami urywa w połowie zdania. Anna Machowska

Cały artykuł w 9. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*