W ciągu doby przejechał rowerem 500 km

455
Sławomir Kapała ze Święciechowy w kórnickim maratonie pobił swój rekord Fot. KÓRNICKIE BRACTWO ROWEROWE

Dla większości osób przejechanie na rowerze w ciągu doby 500 km wydaje się niemożliwe. Są jednak tacy, także w naszym regionie, którzy podołali temu wyzwaniu. Udowodnili to choćby w ubiegły weekend pokonując najdłuższą trasę Kórnickiego Maratonu Turystycznego. Wśród nich był Sławomir Kapała z Święciechowy, właściciel leszczyńskiego biura podróży Laguna, który zapewnia, że do udziału w imprezie specjalnie się nie przygotowywał, bo nie miał na to czasu, a na dodatek zmagał się z problemami zdrowotnymi.

Jestem zadowolony, że udało mi się przejechać 500 km w czasie 23 godzin i 45 minut, bo to mój rekord, ale nie mówmy o tym jako o wielkim wyczynie – zaznacza S. Kapała. – Są tacy, którzy jeżdżą znacznie więcej. Kolega tydzień wcześniej startował w Tour de Pomorze, gdzie musiał pokonać 700 km. Trasa ultramaratonu kolarskiego Bałtyk-Bieszczady Tour ma aż 1008 km! Jego uczestnicy, wśród których też są leszczyniacy, to dopiero są kosmici!

Sławomir Kapała na Kórnicki Maraton Turystyczny pojechał prosto z wakacji w Zakopanem. Miał tam ze sobą rower, ale wsiadł na niego raptem dwa razy, pokonując kilkudziesięciokilometrowe dystanse.

Na więcej nie mogłem sobie pozwolić. Byłem przecież na urlopie z rodziną i chciałem spędzić z nimi trochę więcej czasu – tłumaczy swój brak wielkiego zaangażowania w przygotowania do imprezy.

W domu przed kórnickim maratonem też dużo nie jeździł. Od stycznia tego roku zrobił w sumie około 1300 km, a przed startem dowiedział się, że jadą z nim i tacy, którzy mają na koncie po 9000 km i więcej.

To są amatorzy, ale trenują po sześć lub siedem razy w tygodniu. U mnie nie ma żadnej reguły. Jeżdżę, jak znajdę na to czas. Bywa, że mam tyle obowiązków zawodowych, iż przez cały tydzień nie wsiądę na rower – przyznaje S. Kapała. – Z drugiej strony wykorzystuję każdą możliwość, aby popedałować. W czerwcu byłem jako pilot na wycieczce szkolnej z młodzieżą na Mazurach. Jednego dnia grupa z przewodnikiem miejscowym zwiedzała najciekawsze atrakcje, a ja jechałem tam na rowerze. U celu najczęściej byłem przed nimi. Zrobiłem ponad 100 km.

Sławomir Kapała zaznacza jednak, że od lat bierze udział w różnych zawodach rowerowych, a od pięciu lat również w triathlonowych, gdzie łączy się kolarstwo z bieganiem i pływaniem.

Triathlon to fantastyczna zabawa – przekonuje S. Kapała. – Zacząłem go uprawiać dla siebie, aby się sprawdzić i pokonać pewne słabości. Dość długo nie czułem się na siłach, aby pływać długie dystanse na otwartych akwenach, gdzie nie ma wyznaczonych torów i tras.

Startując w Kórniku miał wyznaczoną przez organizatorów trasę, a do tego nadajnik GPS, który przez cały czas pozwalał kontrolować miejsce jego pobytu. Uczestnicy imprezy, w sumie 100 osób, jechali w kilkuosobowych grupach. Mieszkaniec Święciechowy o swoich towarzyszach i atmosferze, jaka między nimi panowała mówi w samych superlatywach.

Wszystkim nam zależało, aby pokonać te 500 km w ciągu doby, choć nie było to wymogiem. Jechaliśmy bez chorej rywalizacji, niepotrzebnej spiny. Wzajemnie się motywowaliśmy, a jeśli zachodziła taka potrzeba zwalnialiśmy – zapewnia. Anna Machowska

Cały artykuł w 32. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*