Cukrzyca jest słodka tylko z nazwy

99
Jubileuszowa impreza w Miejskim Ośrodku Kultury była okazją do wspomnień. fot. kab

Choć słodko brzmi lepiej unikać jej jak ognia. Cukrzyca, bo o niej mowa, to poważne schorzenie, które dotyka prawie 3 milionów Polaków. Życie chorych nie jest łatwe, ale osoby zdeterminowane i przestrzegające zaleceń lekarza mogą żyć normalnie, być aktywne zawodowo, a nawet uprawiać sport.

Janina Roszkiewicz, członkini Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, Oddział Rejonowy w Lesznie, miała 45 lat, kiedy zdiagnozowano u niej cukrzycę. Choroba towarzyszy jej już od 28 lat.

W mojej rodzinie jest wielu cukrzyków, więc mogłam się tego spodziewać. Ale liczyłam, że mnie to ominie – mówi pani Janina.

Sprawdziła cukier dopiero w chwili, gdy naprawdę zaczęła się źle czuć. Wynik nie pozostawiał złudzeń.

Na szczęście wtedy choroba jeszcze nie zdążyła poczynić wielkich szkód w moim organizmie i mogłam dalej bez przeszkód pracować jako intendentka w szkole w Rydzynie. Na emeryturę odeszłam mając 62 lata i 43-letni staż pracy – uśmiecha się pani Roszkiewicz.

Niestety, dziś starsza pani ma problemy z ciśnieniem i sercem.

Wpływ na to miała nie tylko cukrzyca, ale także śmierć męża – przekonuje.

Dla ludzi stojących u progu choroby ma kilka rad:

Przede wszystkim trzeba słuchać lekarza i przestrzegać diety – mówi.

Także Julita Nowicka dostała chorobę w spadku. Chorowała jej babcia, mama oraz rodzeństwo mamy. W przeciwieństwie do pani Janiny pani Julita nie liczyła na cud. Wiedziała, że nadejdzie dzień, w którym przyjdzie jej rozpocząć ciężką walkę.

Dowiedziałam się podczas badań kontrolnych, niezbędnych do podjęcia pierwszej w życiu pracy. Miałam wtedy 21 lat – wspomina. – Mimo cukrzycy przepracowałam ponad 20 lat. Walczyłam tak długo, jak tylko się dało. W końcu choroba mnie pokonała. Dziś pobieram świadczenie rehabilitacyjne.

Pani Julita przyjmuje zastrzyki z insuliny siedem razy dziennie.

Nie trzeba się bać, igła jest bardzo mała – uspokaja.

Jerzy Przewoźniak, honorowy prezes kościańskiego koła diabetyków, podkreśla, że niewiele jest osób, które tak długo jak on żyją z cukrzycą.
To już 40 lat, więc chyba jestem rekordzistą – mówi Jerzy Przewoźniak.

Przez 30 lat z powodzeniem pracował w energetyce i starał się żyć pełnią życia. Uwielbia rower i wycieczki. Mimo choroby jest wielkim optymistą i przekonuje, że do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Kiedyś policzyłem ile zastrzyków już musiałem przyjąć. Wyszły tysiące – mówi pan Jerzy.kab

Cały artykuł w 48. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*