Doyle mistrzem. Dudek ze srebrem. Woffinden trzeci

22
Fot. mc

Już po trzech seriach startów ostatniego w sezonie żużlowego Grand Prix w Australii poznaliśmy mistrza i wicemistrza świata. Szansy z rąk nie wypuścił Jason Doyle, a po chwili w górę pofrunął Patryk Dudek, który w swoim trzecim starcie też przyjechał na czele stawki.

Dłużej trwała walka o brązowy medal. Po 3 seriach w najlepszej sytuacji był Tai Woffinden, który miał trzy punkty przewagi nad Janowskim, szansy nie tracili jeszcze Sajfutdinow i Zmarzlik, choć byli w ciężkiej sytuacji.

Pechowo znów jeździł Piotr Pawlicki. Rozpoczął od ostatniej pozycji. Potem zanotował upadek. W 3 serii wreszcie jechał z wewnętrznego pola i prowadził przed Doylem. Australijczyk minął Polaka. ,,Piter” obronił się jednak przed Woffindenem.

W czwartym starcie leszczyński Byk dał się podpuścić Wattowi i wjechał w taśmę. Nic nie układało się po myśli Pawlickiego, który żegna się z Grand Prix. W przyszłorocznej edycji zastąpi go jego brat.

  • Co tu wiele się tłumaczyć. Byłem po prostu za słaby w tym roku. Trzeba coś zmienić, popracować – nie ukrywał słabego sezonu w Grand Prix Piotr Pawlicki.

Leszczynianin nie pojawił się już w swoim ostatnim starcie. Oficjalny komunikat mówił, że po upadku skarżył się na ból dłoni, a konkretnie jednego palca.

Po serii zasadniczej w zasadzie wszystko było rozstrzygnięte. W walce o brąz liczył się jeszcze Janowski, ale musiałby wygrać i półfinał i finał a Tai Woffinden nie mógł już zdobyć punkt. Wówczas o brązie decydowałby beg dodatkowy. Cudu jednak nie było, bo już w pierwszym półfinale Janowski przyjechał trzeci, a bieg ten wygrał Zmarzlik, który po raz drugi ograł tego dnia Doyle’a.

W drugim triumfował Dudek, przed Woffindenem, Sajfutdinowem i Vaculikiem. W finale mieliśmy więc dwójkę Polaków.

W finale ,,biało-czerwoni” wybrali pola wewnętrzne. Prowadził Dudek i wydawało się, że wygra Grand Prix Australii. Zanotował defekt i imprezę wygrał nowy mistrz świata – Jason Doyle przed Woffindenem i Zmarzlikiem, który zaciekle atakował Anglika. (andre/fot.archiwum).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*