Dramatyczne wspomnienia

275
Na początku kwietnia pociąg śmiertelnie potrącił mężczyznę w Lesznie Fot. archiwum

Najbardziej chce się wspominać akcje, które miały szczęśliwy finał. Na długo, a czasem na zawsze pozostają w pamięci również te, które miały tragiczny przebieg lub finał. Kilka dni temu swoje święto obchodzili strażacy. To oni często jako pierwsi docierają w miejsca wypadków czy innych dramatycznych zdarzeń. Poprosiliśmy rzeczników prasowych strażackich komend w regionie, by przypomnieli wydarzenia, które szczególnie trudno było im relacjonować dla mediów.

Mł. bryg. Rafał Wypych, oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lesznie, wspomina pożar w zakładach segregacji odpadów w Miąskowie, gm. Osieczna. Nie ucierpieli tam ludzie, ale straty były ogromne. Unoszący się dym widziano z odległości wielu kilometrów. Zapewne rozmiar zdarzenia sprawił, że na miejscu pojawili się nie tylko dziennikarze z lokalnych mediów.

Nie byłem wtedy jeszcze rzecznikiem, lecz zastępowałem ówczesnego oficera prasowego, przebywającego akurat na urlopie. Co chwilę ktoś z dziennikarzy podchodził i prosił o komentarz: Polsat, TVN 24, TVP 3 Poznań. Byłem spocony chyba nie ze względu na panującą wokół wysoką temperaturę, lecz fakt, iż zostałem rzucony na głęboką wodę – wspomina Rafał Wypych.

Głęboko w pamięci zapadło mu również ubiegłoroczne uszkodzenie gazociągu w leszczyńskim Gronowie. Działo się to w nocy z piątku na sobotę, ewakuowano część mieszkańców. W tym przypadku również nikt nie ucierpiał, ale do pana Rafała do rana dobijali się dziennikarze RMF FM, którzy na bieżąco na antenie swojego radia relacjonowali wydarzenia z Leszna.

Najtrudniejsze chwile są jednak wtedy, gdy giną ludzie. Łatwo jest mówić o ćwiczeniach. Zdecydowanie trudniej, gdy trzeba przekazać informację, że nie żyje człowiek: czyjś ojciec, syn, matka… – dodaje oficer prasowy leszczyńskiej straży pożarnej.

Z tych samych względów st. kpt. Krzysztof Skrzypczak, oficer prasowy komendanta powiatowego PSP w Rawiczu, nigdy nie zapomni widoku, jaki w 2006 r. zastał po katastrofie kolejowej w Gołaszynie, gm. Bojanowo. Media szeroko rozpisywały się o tym wypadku. Szlabany były otwarte i wprost pod pociąg wjechał polonez.

Wrak przez kilkaset metrów pchany był przez lokomotywę, która potrzebowała czasu na wyhamowanie. Ciała ofiar były zmasakrowane – dodaje Krzysztof Skrzypczak. Anna Maćkowiak

Cały artykuł w 19. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*