Dzień, w którym uwierzyłem w pecha

74
fot. mac

Namiastkę piątkowego pecha doświadczyłem już w czwartek. Mój fryzjer SMS-em dał mi znać, że z powodu kontroli sanepidu zmuszony jest zmienić godzinę mojej wizyty. Ale prawdziwy kataklizm zaczął się w piątek, trzynastego. I to przytrafiło się mi, który do tej pory w coś takiego nie wierzył.

Pierwsza dała o sobie znać winda w firmie. Przywitała mnie trzaskającymi drzwiami, które nie chciały się domknąć. Tak się składa, że kilka tygodni wcześniej musieliśmy przełknąć poważny wydatek, bo popsuł się jakiś elektroniczny moduł, zresztą też odpowiedzialny za sterowanie drzwiami. Jak nas przekonywali spece z serwisu i tak mieliśmy szczęście, że dało się wymienić tylko jakiś fragment, a nie całe sterowanie elektroniczne. No i mieliśmy szczęście, że ktoś to u nich umie naprawić. Jak się okazało, chyba nie do końca. Efekt jest taki, że winda nadal nie działa, co mnie zresztą nie martwi, bo w ramach joggingu pokonuje piętra naszej redakcji korzystając ze schodów.

Drugi cios otrzymałem z góry, czyli z kotłowni, też firmowej. Z kranów przestała lecieć ciepła woda, co było oznaką piątku, trzynastego, a przy okazji – uporczywego niedomagania systemu c.o. w naszej firmie. Przez dłuższy czas wydawało mi się, iż powodem jest ubytek wody w sieci, co było o tyle zagadkowe, że nigdzie nie dało się zauważyć wycieku. Co jakiś czas uzupełniałem więc poziom wody w instalacji, pamiętając, że zegary musza wskazywać 1,8-2,0. Takie przynajmniej dostałem instrukcje. Gdy o swoich frustracjach związanych z wizytami w kotłowni w końcu opowiedziałem panu z serwisu, wyjaśnił mi, że przyczyną niedomagań pieca jest …za duże ciśnienie wody. Licznik powinien wskazywać góra 1,5 i ani bara więcej. No to zbaraniałem… Tym bardziej poczułem się skołowany, gdy w ostatni piątek, ten pechowy, piec przestał znów działać. I co zrobiłem? Oczywiście dopuściłem wody, co – o dziwo – pomogło. Nadal jednak nie wiem, dlaczego od czasu do czasu piec odmawia posłuszeństwa?

Jakby tego pecha było mało, za moment okazało się, że przestała też działać redakcyjna poczta e-mailowa. Tzn. poczta wychodziła że skrzynek, ale nic do nas nie docierało. A wiadomo, jak potrzebny jest ten rodzaj komunikacji ze światem w redakcji, nawet jeśli to jest tylko lokalny tygodnik. Na szczęście nasz komputerowiec szybko znalazł przyczynę, którą okazała się ostatnia aktualizacja programu antywirusowego. Koniec końców niektóre maile dotarły, tyle że z kilkugodzinnym poślizgiem.

Nadal jednak nie chciało mi się wierzyć, że te wszystkie awarie z piątku, 13 października Anno Domini 2017 mają coś wspólnego z jakimś fatum. Do czasu… Wieczorem zasiadłem do obejrzenia transmisji z meczu Ekstraklasy z Białegostoku. Lech Poznań mierzył się z Jagiellonią. I do 87 minuty wszystko szło jak z płatka. Kolejorz prowadził po bramce Darko Jevtica 1-0, lecz niestety 3 minuty przed końcem gospodarzom udało się wyrównać. Gdy jednak po chwili na 2-1 poprawił Maciej Gajos z Lecha wydawało się, że limit pecha na ten dzień został wyczerpany. Nic z tego…

Nasz eksportowy sędzia Szymon Marciniak skorzystał z pomocy sytemu VAR, czyli analizy wideo i nie uznał bramki z powodu spalonego. Skończyło się więc na remisie. I tak dobrze jak na trzynastego w piątek.
Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*