Gra o tron

100

Jeśli Piotr Baron i jego podopieczni z Fogo Unii Leszno zdobędą złoty medal drużynowych mistrzostw Polski na żużlu, to menadżer Byków może nie tylko wysoko nosić głowę, ale nawet liczyć na szlachecki tytuł. Baron może zostać szlachcicem. Dowodząc „Królową polskiego speedwaya” po pierwszym meczu finałowym jest bliżej złota, niż konkurent z Wrocławia. Wystarczy w rewanżu obronić zaliczkę z pierwszego meczu. Zadanie na pewno trudne, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Tym bardziej, że Baron świetnie zna wrocławskie realia. Wie, gdzie na Olimpijskim czyhają na gości największe niespodzianki. Mam nadzieję, że nie da się zaskoczyć.

Nie jest tajemnicą, że Baron po rozstaniu ze Spartą nie utrzymuje kontaktów z kierownictwem wrocławskiego klubu. Strony rozstały się w niezgodzie i z tego co wiem, nic się nie zmieniło. Panują między nimi chłodne stosunki. Co prawda, to menadżer 30 września złożył rezygnację z pracy. Taki komunikat przekazała Sparta. Baron nigdy nie prostował tej informacji. Dobrze zorientowani wiedzą, że to blef. Menadżer we Wrocławiu dostał czarną polewkę. Padł ofiarą, nie miał wyjścia.

Teraz Baron ma okazję odegrać się duetowi Krystyna Kloc – Andrzej Rusko, który zarządza wrocławskim klubem. Lepszej okazji nie mógł sobie wymarzyć. Niektórzy finałowy dwumecz z udziałem prezesów Sparty (chociaż Rusko nie pełni w zarządzie klubu oficjalnej funkcji) i Piotra Barona porównują do spotkania na szczycie Himalajów. Z którego tylko zwycięzca zejdzie w glorii chwały. Nikt mi nie wmówi, że srebrny medal zadowoli i będzie spełnieniem marzeń. Drugi w tabeli, delikatnie ujmując, będzie pierwszym przegranym.

W cieniu finałowej konfrontacji znajduje się leszczyniak Rafał Dobrucki i ten fakt dodaje smaczku rywalizacji. Wrocławianin Baron prowadzi do boju Unię, a leszczynianin Dobrucki stoi na czele Sparty. Ale tak naprawdę, bój toczą Baron wspierany przez swojego pracodawcę i prezesi Sparty.

Pieniądze w tej wojnie nie mają znaczenia. Liczy się zwycięstwo, sława i splendor. Spartę niedawno ukarano kwotą 25 tysięcy złotych w zawieszeniu na 12 miesięcy, natomiast karę miesięcznego zawieszenia w zawieszeniu na sześć miesięcy nałożono na kierownika zawodów (Krzysztof Gałańdziuk), toromistrza (Henryk Piekarski) oraz menedżera Rafała Dobruckiego. Kary posypały się za majstrowanie z torem. Praktyki z nawierzchnią na Olimpijskim miały pomóc zakwalifikować się do finału DMP. Dlatego Unia przed finałem zamknęła treningi.
Przygotowania do finałowej rozgrywki przypominały gry wojenne. Zamknięte treningi w Lesznie. We Wrocławiu na torze pracował ciężki sprzęt. Prace trwały do późnych godzin nocnych. O północy jupitery na Olimpijskim błyszczały pełnym blaskiem. Silniki żużlowców naprawiali tunerzy w całej Europie. Na każdym zleceniu był przegląd i wymiana zużytych części. Nikt w takim momencie nie odważył się eksperymentować. Janusz Kołodziej wysłał do serwisu 6 silników, Maciej Janowski – 5, Andrzej Lebiediew – 4. Żużlowcy w warsztacie zostawili grubą kasę. Wszystko po to, by stać się posiadaczem złotego medalu.

Baron zdobywając złoto może liczyć co najmniej na szlachecki tytuł. Z barona na szlachcica, a najlepiej na króla. Piotrze, Leszno pod wpływem emocji stać na wiele. Jest tylko jeden warunek – pokonać Spartę. Mariusz Cwojda

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*