Do czego może doprowadzić reforma oświaty

33
Sławomir Broniarz Fot. ama

Ze Sławomirem Broniarzem, prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego, rozmawia Anna Maćkowiak

Powiedział pan, że obecna reforma to zamach stanu na polską oświatę. Dlaczego?
Moim zdaniem nie ma żadnych przesłanek przemawiających za tym, iż ta zmiana jest konieczna. Nie widzę merytorycznych uzasadnień dla takiego rozwiązania. To czysta polityka. Natomiast w momencie, kiedy zmiany zostaną wprowadzone, wina za to, co się nie uda, spadnie na samorządy. To one zostaną obarczone odpowiedzialnością za zwolnienia nauczycieli, niepowodzenia w zakresie przeobrażenia sieci szkół. Wójt, burmistrz czy prezydent będą głównymi adresatami pretensji związanych z pakietem edukacyjnych nieszczęść.

Kiedy była wprowadzana poprzednia reforma oświaty, też były protesty.
Zarówno wtedy, jak i teraz Związek Nauczycielstwa Polskiego mówił, że polskiej szkole potrzebna jest zmiana w dwóch obszarach: kształcenia i doskonalenia nauczycieli oraz podstawa programowa. Gdy wchodziła poprzednia reforma, już widoczna była zapaść demograficzna. Wtedy trzeba było się na to przygotować i zastanowić się, czy potrzebne jest kształcenie tak dużej rzeszy nauczycieli. Z kolei podstawa programowa jest przeładowana. Autor każdego z komponentów żywi przekonanie, iż jego element jest najważniejszy. Tym sposobem realizacja podstawy programowanej sprawia wiele trudności. Jednocześnie musimy zdać sobie sprawę z tego, że dziś szkoła i nauczyciele przestali być jedynym źródłem wiedzy. Dla młodego człowieka istotny pod tym względem jest również internet. Do tego pani minister Zalewska wprowadza bardzo schematyczny podział na poszczególne przedmioty. Zmiany strukturalne należy wprowadzać dopiero w momencie, kiedy uznamy je za niezbędne.

Czyli pana zdaniem zmiany nie są potrzebne?
Nie chodzi o to. Najpierw należałoby jednak powiedzieć, co w poprzedniej reformie było dobre, a co złe. Tymczasem żadna z analiz, żaden z raportów nie mówi o tym, że należy zlikwidować szkoły gimnazjalne. Zmiany w polskim szkolnictwie powinny dotknąć przede wszystkim podstawy programowej, ale nie w takim kształcie, w jakim proponowane jest to obecnie.

Jakie są największe zagrożenia zbliżającej się reformy?
Ideologizacja, upolitycznienie, zmiany na rynku pracy… Przede wszystkim nie wiemy, kto i czego będzie uczył. Czy będzie to człowiek niezależny, odważny, autonomiczny czy zniewolony, bojący się o miejsce pracy, skorumpowany politycznymi deklaracjami. Obawiający się, że każda swoboda w zakresie realizacji podstawy programowej może skutkować zwolnieniem z pracy. Natomiast jeśli będziemy przeładowywać program treściami ideologicznymi kosztem nauk przyrodniczych to w dalszej perspektywie zapłacimy za to poziomem wyższych uczelni.

Cały artykuł w 9. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*