Jak ukradłem sobie auto

119
fot. mac

W minionym tygodniu najtragiczniejszym dla mnie wydarzeniem – oprócz zamachu bombowego w Manchesterze czy śmierci znanych artystów: muzyka i piosenkarza (niezapomniana „Pszczółka Maja”) Zbigniewa Wodeckiego i aktora sir Rogera Moore’a („Święty”, „James Bond”) – była… kradzież mojego samochodu. Jak się okazało, urojona, ale przez dobre 10 minut wydawało mi się, że jestem bohaterem jakiegoś koszmaru.

Zacznę od tego, że raz do roku nasza spółka wydawnicza zwołuje zgromadzenie wspólników, by m.in. zarząd, którym kieruję, zdał przed udziałowcami sprawę z tego, jak radziliśmy sobie przez ostatni rok. Czasy dla prasy mamy ciężkie, bo jak mawia jeden z kolegów po piórze, „papier się zwija”, czyli coraz gorzej sprzedają się wydania papierowe gazet i czasopism. Czytelnicy, zwłaszcza ci młodsi, przenieśli się do internetu, ogłoszeniodawcy częściowo również, dlatego media tradycyjne główkują, jak wyjść na swoje. Większość wydawców stworzyła więc w sieci różne portale, vortale, serwisy. Problemem jest jednak ściągnięcie pieniędzy od internauty, który został przyzwyczajony do czytania newsów czy oglądania filmików wideo darmo. A przecież za przygotowanie takich materiałów trzeba dziennikarzom zapłacić.

Z tym problem borykają się redakcję na całym świecie. Funkcjonują różne paywalle, czyli programy ograniczające dostępności treści tylko do osób, które wykupiły dostęp. Przeważnie płaci się SMS-ami za poszczególne artykuły albo za całe e-wydanie, lecz niestety, statystyki sprzedaży nie są powalające. Dlatego wydawcy muszą ratować się działalnością pozaprasową, a to wydając książki, produkując filmy czy handlując czymkolwiek. Słowem – jest ciężko i nie zanosi się na to, że będzie lepiej.

No i w takim oto nastroju, dzień przed zebraniem, z głową pełną sprawozdań, projektów uchwał i analiz podgrzewałem sobie w redakcyjnej kuchni obiad. Spojrzałem odruchowo przez okno na firmowy parking i …zwątpiłem. Gdzie jest moje auto? Może zasłania je dorodny świerk? Nie, przecież aż tak wielki nie jest… Nie zważając na pisk mikrofali oznajmiającej, że danie już podgrzane, zbiegłem sprintem na podwórze i zdębiałem. Nie ma mojego auta! Ukradli?! W biały dzień, z ogrodzonego, monitorowanego parkingu? Załamany wróciłem do sekretariatu, by podzielić się tą straszną dla mnie informacją. Ukradli mi auto!!! Wtedy nasza młoda sekretarka przypomniała sobie, że rano byłem w sklepie cukierniczym zamawiać ciasto na nasze zgromadzenie. I była zdziwiona, że przyszedłem pieszo. Co prawda cukiernia mieści się nieopodal redakcji, ale ja wstąpiłem do niej po drodze z domu do pracy.

Jak się okazało, moje auto przez dobrych kilka godzin stało sobie spokojnie pod sklepem, na zakazie postoju, ale widocznie drogówka tędy zbyt często nie jeździ. Na drugi dzień wszystko odbyło się już bez większych perturbacji: wspólnicy udzielili zarządowi absolutorium, a ciasto wszystkim smakowało. Na pocieszenie sekretarka podesłała mi linka do newsa z TVP Info, że tego samego dnia w Tomaszowie Mazowieckim rozemocjonowany ojciec maturzysty zgłosił na policji kradzież swojego volvo, ale po kilku godzinach zguba znalazła się na sąsiedniej ulicy. Po prostu mężczyzna pomylił ulicę, na której zaparkował auto. Nie byłem więc tego dnia jedynym roztargnionym kierowcą…

Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*