Jeżeli ludzie zapomną, kamienie wołać będą…

49
W uroczystości zorganizowanej na dziedzińcu kopaszewskiego pałacu wzięło udział kilkaset osób Fot. Bogdan Ludowicz

Kopaszewska kalwaria jest dziełem powstałym z doświadczenia tragicznej śmierci Zofii z Chłapowskich i rozpaczy jej męża Jana Koźmiana – mówił ksiądz arcybiskup Stanisław Gądecki, metropolita poznański, podczas mszy św. w Kopaszewie. – Jest to rzecz niezwykła, bo wyrosła z doświadczenia krzyża

Nabożeństwo, któremu przewodniczył arcybiskup, odbyło się w minioną niedzielę (29 X) na dziedzińcu kopaszewskiego pałacu. Było dziękczynieniem za tegoroczną renowację kapliczek drogi krzyżowej.

Dlaczego w ogóle je tam postawiono? Ponad 160 lat temu w tym miejscu rozegrała się tragedia. Był dokładnie 25 października 1853 roku. Wracający z kolejnej podróży Jan Koźmian, w parku nieopodal pałacu, znalazł swoją w półprzytomną żonę. Zofia, najmłodsza córka sławnego i wielce zasłużonego dla tej ziemi generała Dezyderego Chłapowskiego, zażyła śmiertelną dawkę sublimatu, czyli silnie trującego chlorku rtęci. Maż zaniósł ją do pałacu, gdzie zdążyła się jeszcze wyspowiadać, ale nie było już żadnych szans na to, aby ją uratować.

Nietrudno wyobrazić sobie ból przeszywający serce Jana Koźmiana, a pewnie też i poczucie winy, gdy ukochana umierała na jego rękach. Z powodu dużej różnicy wieku między małżonkami część osób sądziła, że ich związek nie był udany, ale to nieprawda.

Małżeństwo Koźmianów, wbrew niektórym głosom, było udane i oparte na wzajemnej miłości i szacunku. Nie należało do związków aranżowanych ze względów finansowych czy z racji pozycji społecznej. Zachowane listy małżonków pokazują głębię ich uczucia i wzajemnego przywiązania – przekonuje dr Emilian Prałat, regionalista, społeczny opiekun zabytków powiatu kościańskiego i członek społecznego komitetu Kopaszewskiej Drogi Krzyżowej, w którym znalazła się też sołtys Kopaszewa Joanna Ziętkiewicz i radny gminy Leszek Majchrzak.

Zofię do targnięcia się na swoje życie skłoniła najprawdopodobniej depresja, w jaką wpadła po stracie dziecka. Poroniła będąc w szóstym miesiącu ciąży. Do tego jej mąż, mocno zaangażowany w sprawy polityczne i społeczne, wciąż był poza domem.

Głęboko wierzący Jan Koźmian postanowił, że postawi żonie nietypowy pomnik – drogę krzyżową na trasie, którą przeszedł kondukt z jej ciałem, czyli od pałacu w Kopaszewie do kościoła w Rąbiniu, gdzie znajduje się grób rodziny Chłapowskich. Nie było to łatwe zadanie ze względu na samobójczą śmierć kobiety. Równocześnie z budową kapliczek Koźmian starał się u papieża Piusa IX o specjalne pozwolenie, tak zwany indult, a także przywileje i odpusty przypisane do Kopaszewskiej Drogi Krzyżowej. Otrzymał je 31 stycznia 1854 roku.

Na odcinku 16 kilometrów, prowadzących przez teren trzech parafii (Choryń, Wyskoć i Rąbiń) postawiono pięć murowanych kaplic. Na każdym z filarów wmurowano po dwie żeliwne tablice z kolejnymi stacjami drogi krzyżowej. Stacje pierwsza i czternasta zostały wmurowane w ściany kaplicy w Kopaszewie, a siódma i ósma w bramę przy kościele w Rąbiniu – dodaje E. Prałat. – Koźmian zamówił je w Paryżu.

Kopaszewską Drogę Krzyżową, zwaną przez wielu „drogą miłości”, przemierzały tłumy ludzi. Sam Koźmian jeszcze przez kilka lat mieszkał w Kopaszewie. W 1854, pod wpływem Edmunda Bojanowskiego, utworzył ochronkę dla dzieci. Ostatecznie jednak postanowił pójść inną drogą i zostać księdzem. Cztery lata po śmierci żony rozpoczął studia teologiczne. Będąc już kapłanem dał się poznać przede wszystkim jako doskonały mówca. Zmarł w 1877 roku w Wenecji, gdzie zatrzymał się wracając z Rzymu do Polski. Został pochowany w poznańskiej katedrze. Anna Machowska

Cały artykuł w 44 numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*