Kibic wierzący, ale nie praktykujący

114
fot. mac

Od kilku dni tematem numer 1 w Lesznie i okolicy jest oczywiście żużel, a dokładnie awans naszych Byków do finału play off drużynowych mistrzostw Polski na żużlu. Osobiście należę do większościowej grupy kibiców czarnego sportu, tych wierzących, ale nie praktykujących. Czyli na stadion nie chodzą, a mecze oglądają w telewizji. Mam swoje powody, dlaczego tak czynię, lecz dziś nie czas i miejsce, aby rozdrapywać stare rany…

No więc oglądałem w napięciu transmisję z Zielonej Góry, gdzie Unia mierzyła się z Falubazem. I z wyścigu na wyścig ciśnienie szło mi w górę, bo emocji było co niemiara. Kto oglądał, ten wie, o co chodzi. Już po czterech biegach wydawało się, że jest po zawodach i awans mamy na wyciągnięcie reki. Jednak upadek Zengiego, notabene byłego zawodnika z „Zielonki”, spowodował, że gospodarze odzyskali wiarę w końcowy sukces. W sumie jednak ani przez moment awans leszczyniaków nie był zagrożony, a „truskawkę na torcie’’ – jak mawia komentator Polsatu Tomasz Hajto – postawili w przedostatnim wyścigu: Piotr Pawlicki i Bartek Smektała, wygrywając z parą gospodarzy 5-1. Przysłowiowym gwoździem do trumny zielonogórzan była kiepska podstawa Australijczyka Jasona Doyle’a, co było o tyle dziwne, iż dzień wcześniej w GP Niemiec stanął na pudle i zrobił kolejny krok do tytułu mistrza świata.

Ale jeszcze większe emocje były w drugim półfinale w Gorzowie, gdzie pewniak do awansu, czyli Stal Gorzów tylko zremisowała ze Spartą Wrocław. Co ciekawe, w obu meczach rewanżowych padł ten sam wynik (45-45), jednak zwycięstwa w pierwszych pojedynkach teoretycznie słabszych drużyn zapewniły im awans do upragnionego finału. Ważną rolę we wszystkich meczach fazy play off odegrało przygotowanie toru, a przede wszystkim pogoda. Było mokro, więc toromistrze mieli utrudnione zadanie, bowiem musieli uważać, aby nie przedobrzyć w jedną bądź drugą stronę. Na szczęście nasi zawodnicy szybko wpasowali się w to, co przygotowano w Lesznie, a zwłaszcza w Zielonej Górze. Udowodnili, że potrafią jeździć na różnych nawierzchniach.

W Gorzowie działacze są mocno zawiedzeni postawą starszego z braci Pawlickich, czemu dał wyraz m.in. Władysław Komarnicki, prezes honorowy tego klubu. Zaraz po meczu przyznał, iż każdy z zawodników Stali mógł pojechać lepiej, ale największe pretensje ma do Przemka Pawlickiego. Jego jazdę określił nawet mianem: „jazdy do tyłu”. Faktycznie Przemek zdobył tylko 3 pkt, a z ostatniego swojego startu został wykluczony. Inny leszczyniak Krzysztof Kasprzak zaczął zawody rewelacyjnie, lecz potem było już tylko gorzej. Pytanie czy oznacza to, iż któregoś z naszych krajan klub znad Warty pozbędzie się w kolejnym sezonie?

Właśnie. Choć sezon jeszcze się nie zakończył, od dawna trwają już przymiarki personalne do kolejnego. Np. w kręgu zainteresowania klubu z Grudziądza jest nasz stranieri Emil Sajfutdinow. Podobno oba kluby będą się o Rosjanina mocno biły, na czym zapewne skorzysta sam zawodnik. Nieoficjalnie mówi się o kontrakcie powyżej 1,8 mln zł. Ale nie ma co się gorączkować takimi tematami przed finałem obecnego sezonu. Trzymajmy kciuki za naszych zawodników, a także za toromistrzów i… pogodę, bo to ona może – jak to często w speedwayu bywa – rozdawać karty. Hej Unia na pełen gaz! Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*