Kino Panorama było częścią jego życia.

148
Józef Staniewski prezentuje jeden z plakatów ze swojej kolekcji Fot. ama

Młodzi mieszkańcy Leszna i regionu nie pamiętają słynnego niegdyś kina Panorama i czasów jego świetności. Właśnie w nim kawał swojego życia spędził Józef Staniewski z Gronówka. W Panoramie pracował jako kinooperator.

Kiedyś z zapartym tchem słuchałem opowieści starszych ode mnie na temat tego, jak to „drzewiej” bywało. Dziś przyszedł czas na mnie, żeby snuć takie opowieści – śmieje się pan Józef.

Dziesiąta muza interesowała go niemal od zawsze. Choć z wykształcenia jest elektromonterem, dostrzeżono jego pasję i powierzono mu funkcję kinooperatora. Nadarzyła się taka okazja, bo żołnierz, który wcześniej zajmował się kinem i radiowęzłem, opuścił jednostkę.
Po odbyciu swojej służby wojskowej pan Józef poszedł do kina Panorama. Został przyjęty od ręki.

Jest to bowiem praca ciekawa, ale specyficzna. Człowiek ma zajęte popołudnia, święta. Inni jechali do Boszkowa, szli na żużel, a ja do pracy – wspomina Józef Staniewski.

Początkowo nie było łatwo, bo nie miał samochodu. W tygodniu nie było problemu z dotarciem do pracy, bo do Leszna kursował autobus. Gorzej w weekendy. Chcąc nie chcąc pozostawała mu wyprawa rowerem. W niedziele musiał pojawiać się tam jeszcze wcześniej, gdyż o jedenastej rozpoczynał się filmowy poranek dla dzieci.

Kiedyś ludzie byli spragnieni kina, które niejednokrotnie stanowiło jedyną rozrywkę – przyznaje mieszkaniec Gronówka. – Sala wielokrotnie pękała w szwach. Zdarzało się, że ludzie przychodzili na dwudziestą i nie wszystkich pomieściliśmy. Czasem udało się zorganizować dodatkowy seans i spora grupa czekała np. do 22.00, by obejrzeć film.

Mówi, że ludzie byli w kinie zakochani. Żeby obejrzeć film w Panoramie, potrafili przejechać sporo kilometrów. Nie mieli też do nikogo pretensji, jeśli z powodu braku miejsc na widowni w sali kinowej siedzieli na schodach. Wręcz przeciwnie, byli wdzięczni panu Józefowi, że gdy tylko puścił film, pobiegł do drzwi i wpuścił czekającą grupę żądną kinowych wrażeń.

W latach siedemdziesiątych Panorama przeżywała oblężenie m.in. podczas projekcji takich filmów jak „Szczęki” czy „Wejście smoka”. Z polskich produkcji pan Józef jako jeden z hitów wskazuje „W pustyni i w puszczy”. Nadkomplety na widowni były na porządku dziennym.
Średniej długości film składał się z 4-5 szpul i na każdą z nich nawinięte było kilkaset metrów taśmy filmowej. Przechowywane były w specjalnej szafce w operatorni. Do dyspozycji operatora były dwa projektory. Zdarzało się, że przez przypadek założył szpule nie w tej kolejności albo też jakąś pominął i widzowie obejrzeli film w poprzestawianej kolejności. Czasem pan Józef świadomie nie wyświetlał do końca kolejnych szpul i seans kończył się nieco wcześniej. Anna Maćkowiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*