Cztery kobiety związane z czarnym sportem. Cztery różne historie

235
Aneta i Damian Balińscy są małżeństwem od 18 lat Fot. arch

Rafał potrafił jeździć na rowerku zanim nauczył się chodzić. Kursował między meblościanką i ławą – z pewnym wzruszeniem wyznała Wacława Dobrucka, żona Wiesława i mama Rafała Dobruckich.

Damian świetne sprawdza się w roli ojca. Ma z synami naprawdę dobry kontakt. Jest spokojny, opanowany i rozpieszcza ich. Mnie przypadła w domu rola strażnika, który pilnuje porządku, bo ktoś przecież musi – dodała Aneta Balińska, żona wieloletniego kapitana leszczyńskich Byków.

To tylko jedne z wielu ciekawostek, które w ubiegłym tygodniu można było usłyszeć w Galerii Lochy, gdzie zorganizowano niezwykły dzień kobiet. W klimatycznej scenerii bibliotecznej piwnicy cztery panie – w różny sposób związane z czarnym sportem – opowiadały o swoich doświadczeniach i emocjach, towarzyszącym im na sam dźwięk słowa „żużel”. Obok Wacławy Dobruckiej i Anety Balińskiej były jeszcze: jeżdżąca amatorsko na żużlu Marysia Przybyłek ze Śmigla oraz kierowniczka startu na poznańskim Golęcinie i dziennikarka sportowa Angelika Nowak. Lekko i z humorem przepytywał je Wiesław Dobruszek, leszczyński dziennikarz i autor wielu książek o tematyce żużlowej.

Choć w życiu każdej z zaproszonych pań żużel odgrywa ważną rolę podchodzą do niego zupełnie inaczej. Aneta Balińska przyznała, że kibicując mężowi na stadionie chyba żadnego biegu, w którym startował, nie obejrzała do końca. Nie potrafi wyzbyć się lęku o jego zdrowie i życie. Targają nią tak silne emocje, że w pewnym momencie, aby się uspokoić, po prostu wbija wzrok w swoje buty i czeka aż spiker powie, że zawodnicy dojechali do mety.

Jej przeciwieństwem jest Marysia Przybyłek, pierwsza kobieta w historii Amatorskiego Klubu Sportowego „Leszczyńskie Byki”. Ściga się z mężczyznami, bo kobiet poza nią w tym sporcie w prawie nie ma.

Dlaczego to robię? Dla adrenaliny! To są niesamowite przeżycia, których nie da się z niczym porównać – zapewnia. – Człowiek jedzie na pełnym gazie i nigdy nie wychodzi z zakrętu. Aby się w to bawić, potrzeba silnych nerwów i jeszcze silniejszego charakteru.
Marysia zdradziła też, że czarnym sportem zainteresowała się dzięki dziadkowi, a właściwie jego opowieściom.

Alfred Smoczyk mieszkał w Kościanie i w wolnej chwili chętnie przyjeżdżał ze swoimi kolegami do bardzo popularnej wówczas śmigielskiej restauracji Ameryka. Goście, wśród których był też mój dziadek, słuchali ich jak zaczarowani, a potem przekazywali dalej te opowieści – dodała M. Przybyłek.

Wacława Dobrucka wyznała, że choć lęku o swoich bliskich nigdy się nie wyzbyła to z czasem łatwiej było jej nad nim zapanować.

O męża bałam się bardziej niż o syna. To były czasy, gdy o wynikach czy ewentualnych kontuzjach dowiadywałam się z dużym opóźnieniem, bo nie było żadnych transmisji radiowych czy telewizyjnych. Nie było komórek. Potem, gdy jeździł Rafał, po prostu byłam już uodporniona – stwierdziła W. Dobrucka. – Robiłam jednak wszystko, aby syn wybrał inną drogę…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*