Koledzy na salonach

112
fot. mac

Od dziecka byłem dumny, gdy ktoś z naszego grajdoła stawał się sławny w kraju czy nawet za granicą. I dziś bardziej takich ludzi podziwiam niż im zazdroszczę, zwłaszcza z mojej branży. Dlatego mam uznanie dla kariery medialno-politycznej Rafała Kotomskiego czy coraz bogatszego dorobku reporterskiego Mirosława Wlekłego. Przykład obu kolegów po piórze pokazuje też, jak różne życiowe drogi prowadzą z mediów lokalnych na warszawskie salony.

Rafał Kotomski to człowiek renesansu: dziennikarz, pisarz, malarz, meloman. Miałem z nim okazję współpracować na różnych płaszczyznach. Dawno temu byłem zapraszany do jego autorskich programów w TV Leszno, a w ostatnich latach to ja przeprowadzałem z nim rozmowy dla naszego portalu jako rzecznikiem prezydenta Leszna. Poza tym mam kilka jego książek z dedykacjami, a nawet obraz kupiony przy okazji jego autorskiej wystawy. Zawsze ceniłem go za erudycję i ten trochę już niedzisiejszy styl bycia i życia.

Zdarzało się, że jako urzędnik czasami dzwonił z pretensjami, np. za okładkę naszego tygodnika z nekrologiem prezydenta Borowiaka. Jak to w życiu bywa: czasem słońce, czasem deszcz, lecz generalnie mam dla niego szacunek, a nawet podziw. Szanuję jego poglądy, choć ich nie popieram, natomiast podziwiam za to, iż ma odwagę w swoim życiu ciągle coś zmieniać. Zastanawiam się, co go gna do tej Warszawy? Kariera, pieniądze? Chyba nie, raczej chęć sprawdzenia się w różnych rolach, tak jak obecnie – dyrektora TVP Warszawa. Osobiście nie pchałbym się do państwowej telewizji tak jednoznacznie kojarzonej z jedną partią.

Jak sam kiedyś mi się przyznał, nie lubi być urzędnikiem, bo to jest monotonne i nudne, jest raczej typem zadaniowca. Udowodnił to w Lesznie będąc asystentem prezydenta i szefem zespołu ds. estetyzacji, a także szefem festiwalu Leszno Barok Plus. Murale, wielkie donice przy ul. Bolesława Chrobrego czy muzyka barokowa w salach koncertowych i kościołach będą się z nim kojarzyły. Zresztą, jak zapowiedział, chce nadal pełnić funkcję dyrektora festiwalu, więc miłośnicy tej muzyki powinni być zadowoleni.

Oczywiście Kotomski ma równocześnie sporą rzeszę recenzentów jego kariery, co uwidocznia się od czasu do czasu w komentarzach na regionalnym portalu. Wzmianka o jego przeprowadzce do stolicy znów wzmogła falę hejtu i to do tego stopnia, że nie wytrzymał sam zainteresowany i umieścił stosowny komentarz. Czy potrzebnie? Nie wiem…

Z ciekawością śledzę również rozwój kariery reporterskiej Mirosława Wlekłego, której dowodem są kolejne, wydawane przez Agorę, jego książki. Ostatnio ukazała się biografia znanego podróżnika i dziennikarza: „Tu byłem. Tony Halik”. Publikacja wywołała trochę zamieszania, bo nasz krajan ujawnił w książce także mniej chwalebne fragmenty życia bohatera, np. to że w czasie II wojny światowej był krótko w Wehrmachcie, do którego został przymusowo wcielony i potem zdezerterował. Autor odbrązowia trochę tę postać, prostując, iż nie zdobył nagrody Pulitzera, ani nie był pilotem RAF-u. Jestem w trakcie lektury, więc na ogólną recenzje jeszcze za wcześnie.

Na koniec głupio mi się przyznać, że wiele lat temu Mirek przyniósł do naszej redakcji kilka tekstów na próbę i wówczas nie poznałem się na talencie przyszłego biografa papieża Franciszka. Nasza strata…
Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*