Kontrowersje wokół budowy kanalizacji sanitarnej

20
Roboty prowadzone są jednocześnie w czterech częściach miasta Fot. arch

W Krzywiniu trwa budowa oczyszczalni ścieków i kanalizacji sanitarnej. To jedna z największych inwestycji w historii gminy, przynajmniej w ostatnich latach. Generalnym wykonawcą jest firma Strabag, która do pracy zatrudniła jednak kilku podwykonawców. Roboty prowadzone są jednocześnie w czterech częściach miasta. Niektórzy mieszkańcy mają jednak duże zastrzeżenia dotyczące tempa prac i uciążliwości z tym związanych, a przede wszystkim, lekceważenia ich problemów przez władze gminy.

Gmina jest inwestorem, a burmistrz, który nią rządzi w ogóle nie dba o to, jak te prace są prowadzone. Bardzo mnie to denerwuje. Na ulicy Kościańskiej pięknie postępowały, a na ulicy Chłapowskiego na wiele tygodni utknęły w martwym punkcie. Droga była rozkopana i nic się nie działo – twierdzi mieszkaniec Krzywinia Marek Bąkowski, zaznaczając, że jego pogląd w tej kwestii nie jest odosobniony. – Nie wspominając już o tym, że do jakości prac mamy naprawdę wiele zastrzeżeń.

Prawdą jest, że mieszkańcy dość często zgłaszają nam różne niedociągnięcia. Niestety, każda duża inwestycja, a szczególnie budowa kanalizacji sanitarnej, wiąże się z uciążliwościami. Wszelkie problemy staramy się jednak na bieżąco rozwiązywać – zapewnia Bartosz Kobus, wiceburmistrz Krzywinia. – Zwykle wygląda to w ten sposób, że uwagi przekazujemy bezpośrednio generalnemu wykonawcy. Na pewno nikogo nie ignorujemy.

Zupełnie inaczej postrzega to jednak Marek Bąkowski i jako przykład lekceważącego – jego zdaniem – stosunku samorządowców podaje własną sytuację. Dokładnie 11 września br. dostarczył do urzędu pismo do burmistrza z prośbą o interwencję. Na ulicy Kasztelańskiej, przy której mieszka, poprowadzono bowiem ruch tranzytowy, w tym dużych samochodów ciężarowych. Wynikało to z zamknięcia ulicy Chłapowskiej.

Na Kasztelańskiej kanalizację zrobiono wcześniej, ale do tej pory nie mamy wylewki asfaltowej. Dziury są straszne. Kierowcy jeździli maksymalnie załadowanymi samochodami i bardzo szybko, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że to wąska ulica. Każdy ich przejazd powodował, że w domach dzwoniły nam szklanki i szyby, a ściany pękały – zaznacza M. Bąkowski. – Potrzebowałem pomocy, ale jej nie otrzymałem. Niestety, żadnej odpowiedzi od burmistrza ani żadnej reakcji się do dziś nie doczekałem mach

Cały artykuł w 47 numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*