W Kościanie skauci usunęli pomnik cesarza

58
W czasie gry miejskiej na jeden dzień w Czempiniu i Kościanie odtwarzane są pomniki, które skauci usuwają Fot. Bogdan Ludowicz

Wybuch powstania wielkopolskiego dla wielu wiąże się z przyjazdem Ignacego Jana Paderewskiego do Poznania i zrywem zbrojnym zakończonym sukcesem. Zanim jednak doszło do jego wybuchu Wielkopolanie już od dłuższego czasu się do niego przygotowywali. W kilku miejscach w naszym regionie doszło do pewnych incydentów. Ich celem było usunięcie symboli pruskiej dominacji.

W Kościanie o tym, kto sprawuje władzę przypominał m.in. pomnik cesarza Wilhelma I. Stał on na placu, którego patronem był bohater postumentu. Wielu mieszkańców grodu nad Obrą utożsamiało go z pruską polityką germanizacyjną. Niektórzy z nich czekali na moment, kiedy władza zaborcy będzie słabła. Wśród nich nie brakowało młodzieży, która szkołę patriotyzmu otrzymywała w drużynie skautowej.

Idea tego ruchu narodziła się w Anglii i szybko rozpowszechniła się w całej Europie. Do Wielkopolski skauting trafił w 1912 r. ze Lwowa. Celem organizacji było wychowanie patriotyczne i wojskowe.

W Kościanie koncepcje jej utworzenia przygotowali Henryk Zagierski oraz Teofil Jurga. Przyjęła ona nazwę Drużyny Skautowej im. Jana III Sobieskiego. Gdy 15 maja 1918 r. władze pruskie rozwiązały skauting od tej chwili organizacja rozpoczęła działalność konspiracyjną. Wielu jej członków wstąpiło wówczas do tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej zaboru pruskiego. Po dezercji z armii pruskiej w listopadzie 1918 r. jeden z kościańskich skautów Janusz Czaplicki przybył do rodzinnego miasta. Zebrał towarzyszy i kościańska drużyna została reaktywowana. Do jej zadań należały m.in. patrole ulicami miasta. Pierwszą poważną akcją, jakiej się podjęli kościańscy skauci, było zburzenie pomnika Wilhelma I. Miało to miejsce w ostatnich dniach listopada.

Wszyscy w równej mierze byliśmy owiani atmosferą buntu wobec zaborcy – pisał w swych wspomnieniach Ignacy Andrzejewski. – Ten rewolucyjny nastrój rozbudził w nas chęć natychmiastowego czynu. Krawiec Jan Garszczyński porozumiał się z kolegą Antonim Korbikiem i skrzyknąwszy co najbliższych z naszej organizacji udał się na Plac Wilhelma, gdzie na marmurowym cokole górował spiżowy pomnik cesarza niemieckiego Wilhelma I. Bez odpowiednich narzędzi nie dało się posągu tak łatwo usunąć. Stał twardo na cokole. Przyniesiono więc grube liny, którymi opleciona została potężna postać Wilhelma. Wspólnym wysiłkiem ciągnęliśmy za liny i przy wielkim aplauzie zgromadzonej licznie rzeszy polskiego społeczeństwa, spiżowa postać cesarza runęła na bruk, rozbijając się w kawałki. Wilhelm z wyciągniętą do przodu łapą, przestał drażnić uczucia narodowe polskiego, kościańskiego społeczeństwa.

Nie wszystkim jednak mieszkańcom miasta ten czyn się spodobał. Zdaniem Ignacego Andrzejewskiego, niektórzy twierdzili, że ten pokaz buntu przeciwko zaborcy jest przedwczesny i może się zakończyć ostrą reakcją pruskich władz. Gerwazy Konopczyński

Cały artykuł w 35. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*