Kreacje leszczynianek robią furorę w necie

3128
fot. Olek Bortel

Natalia Siwiec, Ola Ciupa czy Marcela Leszczak to nazwiska znane wielu. Podobnie jak sukienki, które ostatnio reklamują. Mało kto jednak wie, że za marką Lou stoją dwie młode leszczynianki. Ich otwarta raptem dwa lata temu firma przebojem podbija rynek i to nie tylko ten polski. Aż trudno uwierzyć, że właścicielki wcześniej zajmowały się czymś zupełnie innym.

– Po prostu projektujemy sukienki, które same chcemy nosić – mówi Joanna Świtała, jedna ze współwłaścicielek firmy Lou.

Dwudziestokilkuletnie właścicielki przyznają, że modą interesowały się od dawna, ale nigdy ślepo za nią nie podążały. Do gotowych kreacji bardzo często miały jakieś zastrzeżenia, dlatego na wszystkie ważniejsze imprezy zamawiały u krawcowej sukienki według własnego pomysłu.

– Uznałyśmy, że warto zaryzykować i postawiłyśmy wszystko na jedną kartę. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że było warto. Choć w pracy spędzamy niemal całe dnie, nie mogę narzekać, bo czuję, że robię to, co naprawdę lubię i chcę – wyznaje druga ze współwłaścicielek Anna Umińska.

Leszczynianki poznały się sześć lat temu. Połączył je mężczyzna, który dla jednej z nich jest bratem, a dla drugiej narzeczonym. Szybko znalazły nić porozumienia i okazało się, że choć mają różne charaktery to w wielu kwestiach zgadzają się ze sobą.

– Świetnie się uzupełniamy, bo jesteśmy trochę jak ogień i woda. Ja szybko zapalam się do różnych rzeczy, a Ania bardziej twardo stąpa po ziemi i studzi moje emocje – śmieje się J. Świtała.

Firma Lou nie jest pierwszą, w której razem pracują. Wcześniej prowadziły sklep spożywczy „W ogródku”.

– Cały czas szukałyśmy jednak pomysłu na siebie i pewnego popołudnia pomyślałyśmy o szyciu i sprzedaży sukienek – mówi A. Umińska.

Zaczynały skromnie, z krawcową, do której same prywatnie się zgłaszały. Dziś ich firma znacznie się rozrosła i oprócz krawcowych mają też technologa krawieckiego, który dba o właściwy dobór i połączenie tkanin.

Od początku nastawiły się tylko i wyłącznie na sprzedaż internetową. Okazało się, że media społecznościowe, w których prezentowały i wciąż prezentują swoje sukienki mają niezwykłą moc.

– Nasz profil ma facebooku ma już 327 tys. fanów – podkreśla Joanna Świtała.

Anna Machowska

Cały artykuł w 9. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułByć kobietą, być kobietą…
Następny artykułHumor

1 KOMENTARZ

  1. Czasem takie małe manufaktury potrafią przerodzić się w prawdziwy biznes życia. Niedawno także odwiedziłam stronę [wymoderowano] gdzie jest wiele ciekawych kreacji na różne okazje. Za rozwój sklepu leszczynianek będę mocno trzymała kciuki, oby ujawnił się ich potencjał i pasja tworzenia!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*