Kto mnie kocha?

128
fot. mac

Sprawa jest delikatna: ktoś publicznie wyznał mi miłość. Tak przynajmniej wydawało mi się w niedzielę po południu, gdy na płocie ujrzałem sporych rozmiarów baner. Okazało się, że w sumie było ich dwanaście, wszystkie tej samej treści: „ROBERCIK Kocham Cię”. I nie była to sprawka mojej żony.

Problem w tym, że transparenty pojawiły się na płotkach oddzielających jezdnie największej arterii w mieście, Al. Konstytucji 3 Maja. Dostrzegłem ten baner przechodząc na światłach i z ciekawości cofnąłem się, by zrobić fotkę. Wrzuciłem ją zaraz na swój profil na Facebooku z żartobliwym pytaniem: „Przyznać się, która to? ” Żadna się nie przyznała, łącznie z małżonką, więc początkowo potraktowałem to jako ciekawostkę i znak naszych czasów. Ludzie prześcigają się w pomysłach, jak zaskoczyć partnera, a im oryginalniej, tym ciekawiej.
Potem pomyślałem, że może ktoś chciał zrobić mi na złość i publicznie skompromitować? Mało to takich, którzy mają żal do dziennikarza: szefa gazety i felietonisty, który co rusz kogoś krytykuje i podszczypuje słowem. W najczarniejszej wersji nie wyłączyłem nawet spisku służb specjalnych. W ostatnim czasie krytykowałem przecież poczynania polityków PiS na czele z prezesem w kontekście zmian w sądownictwie, więc mogłem im podpaść.

Inny pomysł na rozwikłanie zagadki posunął mi kolega w komentarzu na FB, sugerując, że może chodzi o „Robercika, z którego cała Polska może być dumna”, piłkarza Bayernu i reprezentacji Polski. Indywidualnego kibica nie podejrzewałbym jednak aż o taką wylewność, tym bardziej że w tej chwili nic ważnego w piłce się nie dzieje. Chyba że na tak nietypową kampanię reklamową zdecydowała się któraś z firm, której twarzą jest „tamten” Robert Lewandowski?

Temat baneru wrócił w poniedziałek, gdy wziął go na tapetę lokalny portal, tytułując newsa: „Niebanalne wyznanie miłości. Kim jest Robert? ” Jak przyznał na wstępie autor informacji, nie udało mu się dotrzeć do adresata wyznania, a z treści wywnioskowałem, że do pomysłodawcy przekazu – także nie. Więc zamiast spekulacji, kto za tym stoi, pozostały dywagacje autora, jaki powinien być „idealny Robert”. Wiadomo jaki, taki jak ja! – pomyślałem nieskromnie…

Jak było do przewidzenia, w spekulacje zabawili się natomiast internauci we wpisach po wiadomością. Jedni stawiali na sportowców, a więc sugerowali, że może chodziło o Burnejkę albo o Kubicę lub byłego żużlowca z Leszna Roberta K. Oczywiście, było też wskazanie na mojego słynnego imiennika. Inni natomiast widzieli jako adresata wyznania któregoś z polityków, np. prezydenta Słupska czy gostyńskiego starostę. Wśród spekulacji był też wpis dotyczący mojej osoby.

Mnie w całym tym zamieszaniu zaintrygowało coś innego – czy ktoś powiesił baner legalnie czy też nie? Zaciągnąłem więc informacji u źródła – w Miejskim Zarządzie Dróg i Inwestycji. Okazuje się, że wszystko odbyło się jak najbardziej zgodnie z literą prawa, agencja reklamowa dała zlecenie na umieszczenie przez jeden dzień w pasie drogowym 12 banerów tej samej treści, co kosztowało klienta ponad 330 zł. Do tego trzeba doliczyć koszt wyprodukowania samych transparentów, a to musiało już kosztować kilka tysięcy.
Słowem – ktoś się musiał wykosztować. Ale czego nie robi się z miłości i dla ukochanej osoby… Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*