Łatwa wygrana Real Astromal ze Śląskiem (galeria)

763

Po wpadce z SMS ZPRP Gdańsk szczypiorniści Real Astromal Leszno szybko zrehabilitowali się i w II kolejce spotkań I ligi, pewnie pokonując Śląsk Wrocław 35:24.

Rywal w zasadzie nie miał w tym meczu zbyt wiele do powiedzenia. Odmłodzony spadkowicz z ekstraligi nie potrafił dotrzymać kroku zmobilizowanej ekipie z Leszna, która rozpoczęła od prowadzenia 2:0.

Gospodarze grali bardzo twardo. Mnożyły się kary, rzuty karne dla gości, ale ci nie potrafili zupełnie tego wykorzystać. W I połowie dwa razy mieli dwóch zawodników więcej na parkiecie. Mimo to okres gry w osłabieniu, co ciekawe skuteczniej rozgrywali leszczynianie, którzy niewiele sobie robili z tego, że mieli mniej zawodników na parkiecie.

Już po 30 minutach miejscowi wypracowali sobie znaczną, bo 7-bramkową przewagę (16:9).

Po przerwie nic się nie zmieniło. Rywal dalej pudłował, często także z rzutów karnych, których goście wykonywali ponad dziesięć w całym meczu.

W 35 minucie było już (19:11) i niewielu kibiców w Trzynastce wyobrażało sobie, by gospodarze mieli taką przewagę roztrwonić. Potem przewaga wzrosła już nawet do 14-15 bramek i pomimo braku koncentracji w kilku ostatnich akcjach spotkanie zakończyło się wysokim i pewnym zwycięstwem leszczynian 35:24.

Cały tydzień pracowaliśmy nad tym, by wygrać ten mecz, to tylko mogło się wydawać, że było lekko i przyjemnie. Wyszliśmy naładowani i pokazaliśmy charakter na boisku  – powiedział Maciej Wierucki, trener Real Astromal Leszno.

Czy łatwo? Jak spojrzeć na wynik to tak to wygląda, ale wcale łatwo nie było. Dzisiaj pokazaliśmy inną twarz. W Gdańsku popełniliśmy falstart. Dzisiaj było inaczej. Mamy silną drużynę i to musimy pokazywać, jeśli chcemy coś w tej lidze osiągnąć – powiedział Wojciech Leder, skrzydłowy leszczyńskiego zespołu.

Real Astromal Leszno – WKS Śląsk Wrocław 35:24 (16:9)

Bramki dla Real Astromal zdobywali: Giernas 9, Leder 6, Przekwas 5, Krystkowiak 4, Makowiejew 4, Nowak 2, Łuczak 2, Meissner 1, Bartłomiejczyk 1, Pochopień 1. (andre/fot.andre).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*