Lecznica zadłużona, ale nie grozi to katastrofą

53
Długi gostyńskiego szpitala nie stanowią zagrożenia dla jego dalszego funkcjonowania Fot. lg

Zadłużenie gostyńskiego szpitala stało się ostatnio gorącym tematem w powiecie. W lokalnych mediach podawano sumy przyprawiające o zawrót głowy. Zaczęło się od tego, że na sesji rady powiatu padła kwota zadłużenia 16 mln zł. Gdyby tyle pieniędzy miał z dnia na dzień oddać wierzycielom szpital, to rzeczywiście byłoby niewesoło. A przecież chodzi o placówkę medyczną, jedyną tego typu w powiecie gostyńskim. Jeśli szpital nie będzie mógł spłacić długów, to gdzie będą się leczyć mieszkańcy? Wątpliwości zaczęły się mnożyć. W mediach pojawiła się wizja katastrofy. Może rzeczywiście jest się czego bać?

Zaczęło się od neutralnych z pozoru pytań radnych na ostatniej sesji rady powiatu. Bezpośrednim przyczynkiem był wzrost dofinansowania przez powiat prowadzonego obecnie remontu izby przyjęć. Z pierwotnych 30 tys. zł dopłata wzrosła do 300 tys. zł. Janusz Sikora, etatowy członek zarządu zajmujący się sprawami lecznictwa tłumaczył, że zwiększone wydatki mają swoje uzasadnienie w konieczności pomalowania ścian, położenia płytek na korytarzach i ogólnie zmodernizowania izby przyjęć. Pieniądze są też potrzebne na naprawy sprzętu medycznego, między innymi USG. Przy okazji poruszono też temat zadłużenia placówki. Dopytywał o to radny SLD Zbigniew Kulak. Janusz Sikora potwierdził, że na koniec 2016 roku wynosi ono blisko 16 mln zł.

Kwota wydaje się duża, jednak według zapewnień zarówno dyrektora szpitala, jak i władz powiatu, nie świadczy ona o większych problemach placówki. Wszystko bowiem zależy od tego, jak się interpretuje zaległe kwoty.

Zobowiązania na koniec 2016 roku wynosiły blisko 16 mln zł. Nie można jednak mówić, że tyle wynosił dług placówki. To są zupełnie inne pojęcia – wyjaśnia dyrektor SPZOZ Piotr Miadziołko. – Długiem są nieopłacone faktury, których termin płatności minął. Nie można w ten sposób nazywać zobowiązań finansowych rozłożonych w czasie, w szczególności tych, których spłata następuje na bieżąco lub w terminach wynikających z umów.

Dyrektor stara się opisać skomplikowane terminy, obrazując je przykładem z życia.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której obywatel, otrzymując fakturę z terminem płatności 14 lub 30 dni, traktowałby ją jako dług – tłumaczy. – Przecież jest to jedynie zobowiązanie finansowe, które należy uiścić w ciągu wspomnianych dni. Podobnie jest w szpitalu. Nie można nazywać długiem zobowiązań w stosunku do pracowników, jakim jest na przykład wypłata pensji za dany miesiąc w kolejnym miesiącu oraz podatki i ZUS, które są opłacane na bieżąco. Nie można traktować również jako długu pożyczek lub kredytów, których spłata jest dokonywana w określonych terminach zawartych w umowach. Lila Gabryelów

Cały artykuł w 17. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*