Lekarz też może się pomylić. Nie lekceważcie złego samopoczucia dziecka!

644
Fot. arch

Mam żal do całego świata, w tym także do siebie. Przegoniłam wszystkie wątpliwości i w pełni zaufałam lekarzom, gdy mówili, że to nie jest rak. Przez dwa lata leczyliśmy nasze jedyne dziecko na coś, co w ogóle jej nie dolegało – mówi Zofia Łabędzka z Brońska, gm. Śmigiel.

Dziś wiadomo, że niespełna 18-letnia Patrycja choruje na chłoniaka DLBLC. Energiczna i pełna radości życia dziewczyna, z powodu szeregu źle postawionych diagnoz, trafiła na oddział onkologiczny, gdy nowotwór znajdował się w czwartym, czyli najbardziej zaawansowanym stadium. Ma przerzuty do kręgosłupa, śledziony i lewego ramienia.

Zdecydowałam się opowiedzieć naszą historię, aby zaapelować do innych rodziców: nie lekceważcie złego samopoczucia dziecka! Jeśli macie przeczucie, że postawiona diagnoza nie jest właściwa, idźcie do kolejnego specjalisty. Każdy, nawet lekarz, może się przecież pomylić – podkreśla Z. Łabędzka.

Choroba Patrycji po raz pierwszy dała o sobie znać na początku 2015 roku. Nastolatkę zaczęło boleć prawe udo. Nie sądziła jednak, że to coś poważnego. Wszystko działo się krótko po sylwestrze i podejrzewała, że ją przewiało, że to po prostu skutki puszczania fajerwerków w sukience.

Nie jestem typem domatora. Zawsze miałam mnóstwo energii i angażowałam się w różne rzeczy. Ale ból był na tyle dokuczliwy, że zmuszał mnie do pozostaną w łóżku – wspomina Patrycja Łabędzka.

Razem z mamą wybrała się do jednego z kościańskich ortopedów, ale ten zamiast pomocy stale poddawał w wątpliwość jej objawy.

Mówię mu, że znam moje dziecko i wiem, że ona nie symuluje. Uśmiechnął się tylko i opowiadał, że dziś dziewczyny wymyślą wszystko, aby tylko nie ćwiczyć na wuefie. W pewnym momencie zabrakło mi argumentów. Siedziałam tam i marzyłam jedynie o tym, aby wyjść z jego gabinetu, bo on po prostu upokarzał moją córkę – wyznaje z nieskrywanym żalem Zofia Łabędzka.

Zlecony przez medyka rentgen wykazał, że Patrycja od urodzenia cierpi na rozszczep kręgosłupa, czego nikt wcześniej nie zdiagnozował. Zapisał ją więc na rehabilitację.

Największą ulgę przyniosły mi wizyty u osteopaty. Specjalistyczny masaż, polegający na uciskaniu bolesnych części ciała, pozwolił mi na pewien czas zapomnieć o bólu. Czułam się naprawdę dobrze – zaznacza Patrycja.

Niestety, szybko okazało się, że poprawa była chwilowa. We wrześniu, gdy nastolatka rozpoczęła naukę w nowej szkole – w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Kościanie – ból znowu dał o sobie znać. Zaatakował ze zdwojoną siłą. Patrycja na lekcjach pojawiała się jedynie przez miesiąc.

Poszłyśmy do innego ortopedy. Potraktował nas poważnie. Zlecił wykonanie badania rentgenowskiego i rezonansu, a oddając wyniki stwierdził, że sprawa jest poważna i mamy udać się do ortopedy onkologa – podkreśla Patrycja.

Krótko potem nastolatka razem z rodzicami pojechała do specjalisty do Poznania na prywatną wizytę. W ramach NFZ musiałaby długo na nią czekać, a to było już ponad jej siły. Zdaniem medyka szereg specjalistycznych badań, które zlecił wskazywało, iż młoda mieszkanka Brońska cierpi na kostniaka łagodnego, który stosunkowo często atakuje młodych ludzi. To nowotwór kości, ale – jak nazwa wskazuje – łagodny i nie wymagający leczenia. Przeprowadza się jedynie operację, aby usunąć guzy narosłe na kościach.

Nie mogłam uwierzyć, że nie leczy się choroby, która sprawia tak ogromny ból. Zapytałam więc kilku innych lekarzy, czy to możliwe? Niestety, nie zapytałam ich, czy ich zdaniem to na pewno kostniak – z żalem stwierdza pani Zofia.

Pierwsza operacja Patrycji odbyła się w lutym 2016 roku. Zabieg miał być prosty: zwykłe wyłyżeczkowanie guza, ale okazał się takim nie być.

Byłam znieczulona tylko do połowy ciała. Wszystko słyszałam, także to jak stojący nade mną lekarz z przerażeniem stwierdził, że pierwszy raz coś takiego widzi – zdradza Patrycja. Anna Machowska

Cały artykuł w 4. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*