W lesie nieopodal Jarogniewic znajdują się mogiły hitlerowskich ofiar

114
Przedstawiciele czempińskiej młodzieży i gminy oraz powiatu kościańskiego składają wiązanki kwiatów przy mogiłach pomordowanych pacjentów Fot. archiwum urzędu gminy w Czempiniu

Jadąc popularną „5” z Kościana w kierunku Poznania, za miejscowością Jarogniewice (gmina Czempiń) można dostrzec tablicę informacyjną. Z napisu umieszczonego na niej wynika, że w pobliskim lesie znajduje się miejsce pamięci. Warto tam zjechać. Jest ono związane z jedną z największych zbrodni w regionie leszczyńskim, jakiej dokonali hitlerowcy. Pośród drzew znajdują się mogiły, a w nich szczątki wielu kobiet i mężczyzn.

Leśne dukty pomiędzy Jarogniewicami i Głuchowem a Kościanem łączy bardzo dramatyczna historia, która miała miejsce w 1940 r. W grodzie nad Obrą w przededniu wybuchu II wojny światowej funkcjonował Krajowy Zakład Psychiatryczny. Po wkroczeniu Niemców znalazł się on pod ich kontrolą. Od grudnia 1939 r. rozpoczęły się w nim przygotowania do akcji pseudoeutanazji. Zwolniono wówczas prawie cały polski personel i sporządzono szczegółowy rejestr chorych, przeznaczonych do likwidacji.

Pewne jest, że ówczesny rząd III Rzeszy był zainteresowany pozbyciem się nieuleczalnie i psychicznie chorych w celu zwolnienia wszystkich zakładów leczniczych w okupowanej Polsce, aby utworzyć w nich garnizony SS, szkoły podoficerskie lub szpitale wojskowe – napisał w swej książce „Nazistowska pseudoeutanazja w Krajowym Zakładzie Psychiatrycznym w Kościanie”, nieżyjący już kościański historyk Artur Hojan. – Nie jest do końca jasne, kto zadecydował o eksterminacji chorych. Oczywiście w sensie ogólnym obejmował ją bezpośredni rozkaz Adolfa Hitlera, dotyczący rozpoczęcia akcji „eutanazji” wstecznie datowany na 1 września 1939 r.

Hitlerowska akcja pseudoeutanazji polegała na eliminacji ze społeczeństwa chorych psychicznie oraz nieuleczalnie chorych. W zależności od miejsca przybierała różną formę. W najbardziej znanej w pobliżu Wielkiej Piaśnicy na Pomorzu oddziały SS rozstrzelały m.in. ok. 1200 osób z okolicznych szpitali psychiatrycznych i domów opieki. W kościańskim szpitalu miała ona całkowicie inny przebieg.

15 stycznia 1940 r. SS-Sonderkommando Herberta Lange wspólnie z dr Lembergerem i jego podwładnymi przystąpiło do eksterminacji chorych – ustalił Artur Hojan. – Wówczas pierwsza grupa pacjentów przebywająca w kościańskim zakładzie pod pretekstem zaszczepienia została odurzona zastrzykami mieszaniny morfiny i skopolaminy.

Relacje z tych dramatycznych wydarzeń znamy dzięki lekarzowi Gwidonowi Łukaszewskiemu, który był jednym z nielicznych wówczas przedstawicieli polskiego personelu.

Miałem okazję zajrzeć na salę po podaniu mieszaniny, a przed wywiezieniem – wspominał Gwidon Łukaszewski. – Widziałem naszych chorych półsennych, bezładnie porozkładanych na łóżkach i podłodze. Część z nich była zanieczyszczona moczem i kałem. Później rozkazano lekarzom nie pokazywać się na oddziałach.

Z dalszej relacji Gwidona Łukaszewskiego wynika, że pacjentów wprowadzano do specjalnie przygotowanych samochodów, które z zewnątrz przypominały zwykłe ciężarówki. W rzeczywistości w środku znajdowały się urządzenia do uśmiercania. Były to przenośne komory gazowe.

Nam, przyglądającym się z daleka, z sąsiedniego pawilonu, przedstawił się obraz, którego chyba nikt nie zapomni – relacjonował dalej doktor Łukaszewski. – Chorzy zataczali się, przewracali, gubili obuwie, padali w śnieg. Podnoszono ich i wrzucano do samochodów. Każdy samochód napełniano chorymi do 70 osób. Najpierw naładowano samochód z napisem Kaiser Kaffe Geschaft, który szczelnie zamykano z tyłu. W tym samochodzie było specjalne urządzenie. Od motoru do wnętrza doprowadzano grubą rurę. Niewątpliwie tą rurą dostarczano do wnętrza gazy spalinowe z motoru lub jeszcze inny gaz, którym podczas jazdy zatruwano chorych. Gerwazy Konopczyński

Cały artykuł w 36. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*