W łóżeczku radośnie kwili noworodek, a mama tonie we łzach

137
Z najnowszych danych wynika, że baby blues dotyka aż 80 proc. kobiet Fot. arch

W naszym społeczeństwie uważa się, że kobieta, która została właśnie matką powinna tryskać radością. Taki obraz funkcjonuje od wieków. Nic więc dziwnego, że te, które dopadło baby blues lub co gorsza depresja okołoporodowa starają się ukryć swój problem. Zwykle przecież nie mogą liczyć nawet na zrozumienie rodziny czy znajomych. Niestety, wiele z nich wciąż boi się głośno o tym mówić, ale fora internetowe pełne są wyznań smutnych, młodych mam.

Chyba jestem z betonu. Patrzę na niego i zupełnie nic nie czuję. A on – mój syn – jest zdrowy i śliczny, jak z obrazka. Nawet się uśmiecha. Nie mogę zasnąć, ale najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z łóżka. Jem, bo muszę, ale na nic nie mam apetytu. Dziś zaczęłam gotować zupę, włożyłam mięso do wody, stało tak do wieczora. Nie radzę sobie z rolą matki. Co robić? – rozpaczliwie pyta na jednym z portali o macierzyństwie AnkaK.

Od kilu dni co chwilę zbiera mi się na płacz, a wszyscy wokół wyprowadzają z równowagi swoimi dobrymi radami. Powstrzymuję się, aby nie powiedzieć im, co o nich myślę. Wciąż przesiaduję w łazience, bo tylko tam mi nikt nie przeszkadza i niczego nie chce. Mała w nocy wariuje, ma problemy z brzuszkiem, robię wszystko co mogę, aby jej pomóc, a to i tak zwykle nie pomaga. Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Na dodatek mam wrażenie, że tylko przy mnie jest taka nerwowa, bo jak przyjeżdża moja mama i teściowa to zachowuje się o wiele spokojniej – żali się kolejna z kobiet, która podpisała się jako złamatka.

[…]

Baby blues, bo tak nazywa się smutek i drażliwość poporodowa, dotyka 80 proc. kobiet. Jest już zjawiskiem na tyle powszechnym, że traktowanym jako coś naturalnego. Zwykle mija sam, gdy po kilku dniach poziom hormonów się stabilizuje, a kobieta uczy się nowego rytmu życia.

Jego przyczyną może być też osobowość kobiety. Baby blues częściej pojawia się u tych, które przed urodzeniem dziecka żyły na wysokich obrotach, pracowały do ostatniego dnia. Gwałtowna zmiana trybu życia, konieczność siedzenia z maluchem w domu wywołuje u nich niepokój, a czasami złość – dodaje Justyna Witczak, leszczyńska psycholog.

Skąd tego smutku aż tak wiele? Jeszcze do niedawna nasze domy wyglądały zupełnie inaczej. Żyliśmy w wielopokoleniowych rodzinach, w których matka w każdej chwili mogła liczyć na wsparcie bliskich. Dziś młodzi zwykle mieszkają sami, a do tego dużo i długo pracują.

To na pewno nie jest choroba, a po prostu stan emocjonalny – zaznacza Justyna Witczak. – Nie leczy się jej ani farmaceutykami, ani psychoterapią. Trzeba po prostu pomóc kobiecie przetrwać ten czas, okazując jej dużo czułości i zrozumienia. Najlepiej, aby zrobił to jej mąż czy partner. Ważne, aby wzmocnił jej poczucie atrakcyjności, wykazał troskę o samopoczucie i w miarę możliwości odciążył w domowych obowiązkach. Warto pomyśleć o wspólnym wyjściu do kina czy na dobrą kolację. Anna Machowska

Cały artykuł w 22. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*