Manekiny na ulicach

103
fot. S. Skrobała

Zapachniało mi PRL-em. Nie, nie mam na myśli okrągłej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego przez „dyktatora Jaruzelskiego” (tak od dziś ma się o nim mówić). Chodzi mi o bardziej prozaiczną rzecz – sposób, w jaki finiszował wykonawca najważniejszej w tym roku inwestycji w Lesznie, czyli modernizacji ulic: Dekana i Kiepury.

Mieszkam w pobliżu, więc miałem okazję obserwować to, co się działo na budowie, a właściwie nie działo. Wykonawcą było konsorcjum firm: Przedsiębiorstwa Dróg i Ulic z Leszna oraz Drogomel z Góry. Inwestycja ruszyła w czerwcu, lecz zwłaszcza na początku tempo prac było ślamazarne. Co niektórych sprowokowało to nawet do wymyślenia określenia „manekin challenge”. Pod tym terminem kryje się internetowa zabawa polegająca na nagrywaniu ludzi pozostających przez chwilę nieruchomo, jak manekin. Wymyśliła to pewna nastolatka na Florydzie, która opublikowała na Twitterze filmik ze stojącymi w bezruchu uczniami jej szkoły. Materiał spodobał się na tyle, iż stał się hitem w internecie. Manekinowe wyzwanie szybko rozprzestrzeniło się po całym świecie, a spopularyzowali je znani piłkarze, jak Cristiano Ronaldo czy politycy, np. Hillary Clinton.

U nas w Lesznie „manekin challenge” zafundowała nam firma drogowa należąca m.in. do radnego Wojciecha Rajewskiego, która przedłużyła prace na Dekana i Kiepury o półtora miesiąca, a końca jeszcze nie widać. Osobiście współczułem pracownikom PDiU, którzy w minionym tygodniu uwijali się na budowie od rana do wieczora. Gdy w miniony czwartek wybrałem się na budowane u zbiegu ulic Kiepury i Zamenhofa rondo, wylewanie asfaltu trwało w najlepsze, choć było już po 20-tej. Około 20 osób z pomocą specjalistycznego sprzętu, ale i zwykłych łopat układało kolejne warstwy masy bitumicznej. To szaleńcze tempo na finiszu inwestycji trwało do ostatniej soboty. Radny lewicy musi mieć chyba jakieś konszachty ze Stwórcą, bo akurat w te dni pogoda sprzyjała drogowcom i zdążyli do 10 grudnia położyć wszystkie warstwy asfaltu.

Ale to nie oznacza, iż inwestycja jest już zakończona. Nadal nie ma fragmentów chodników i ścieżki rowerowej. Na szczęście droga łącznie z nowym rondem są już przejezdne, choć prace ciągle trwają. Obecny pośpiech jest wskazany, bo to już trzeci niedotrzymany termin zakończenia tej budowy.

Przypomnę, iż pierwotnie miała być sfinalizowana do końca października, później została za zgodną miasta o miesiąc przedłużona, a ostatecznie konsorcjum poprosiło o kolejne 10 dni zwłoki. Jak się okazało, zasada do trzech razy sztuka w tym przypadku nie zadziałała.
Magistrat też stracił już cierpliwość i chyba naliczy drogowcom kary umowne – 18 tys. zł za każdy dzień opóźnienia. Chyba że prawnicy drugiej strony znajdą argumenty (luki w dokumentacji, nieplanowane przekładanie ciepłociągu), iż poślizg był zasadny. Wydaje się jednak, że wykonawca zbyt słabo wystartował z pracami, gdy była odpowiednia pogoda, a teraz wymyśla powody, by wyjść z całego zamieszania z twarzą i …pieniędzmi.

Nie chciałbym straszyć, ale zanosi nam się na kolejny „manekin challenge”, bowiem zapowiadany remont ul. Boh. Westerplatte też rozpocznie się z poślizgiem. Zgadnijcie, jaka firma będzie realizować to zadanie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*