Matka zastępcza oskarżona o znęcanie się nad dziećmi

421
Mieszkanka pow. rawickiego w 2011 r. zgłosiła się do rawickiego PCPR, deklarując, że chętnie poświęci czas, by pomóc dzieciom skrzywdzonym przez los Fot. ama

Czy za drzwiami mieszkania Sylwii K. z powiatu rawickiego działy się straszne rzeczy? Kobieta wraz z mężem od 2012 roku prowadziła pogotowie rodzinne. Dziś przeciwko niej toczy się sprawa w sądzie. Świadkowie zeznali, że znęcała się nad dziećmi, m.in. każąc im klęczeć z podniesionymi rękoma, jeść psią karmę czy też kąpiąc je w zimnej wodzie. Kobieta zaprzeczyła, zarówno na etapie prokuratorskiego postępowania, jak i w sądzie, twierdząc, że takie sytuacje nie miały miejsca. Kolejna rozprawa odbędzie się w kwietniu.

43-letnia dziś kobieta w 2011 r. zgłosiła się do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Rawiczu, deklarując, że chętnie poświęci czas, by pomóc dzieciom skrzywdzonym przez los. Wtedy w Rawiczu organizowany był kurs dla kandydatów na rodziny zastępcze.

Pani Sylwia przedłożyła nam konieczne dokumenty, które pomyślnie przeszły weryfikację. Podobnie było z wywiadem środowiskowym, przeprowadzanym w miejscu zamieszkania. Nic nie budziło naszych podejrzeń – mówi Ewa Szczepaniak, kierowniczka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Rawiczu.

Mieszkanka powiatu rawickiego wraz z mężem uczestniczyła w spotkaniach organizowanych w ramach kursu. Kobieta zajmowała się wtedy domem, a jej partner – mimo że pracował często do późna – zwalniał się, by móc również w nich uczestniczyć. Zaproponowano im stworzenie pogotowia rodzinnego.

To taka komórka interwencyjna. Kiedy dzieje się coś złego w rodzinie i zapada decyzja, że trzeba szybko zabrać z niej dzieci, trafiają one często najpierw do pogotowia rodzinnego. Przebywają tam do momentu aż sytuacja w domu się unormuje lub znajdzie się dla nich rodzina zastępcza. Rodzicom nie zawsze odbiera się dzieci ze względu na patologię. Bywa, że rodzina znajduje się nagle na zakręcie z powodów ekonomicznych, przy tym pojawiają się problemy opiekuńczo-wychowawcze i z tego względu nie jest w stanie podołać wychowaniu dzieci.

Czasem dzieci, prędzej czy później, wracają do rodzinnego domu, jednak większość trafia pod opiekę rodziców zastępczych. A tych ostatnich wcale nie jest łatwo znaleźć. Po pierwsze, dlatego że sprawowanie pieczy zastępczej to niełatwy kawałek chleba. Opiekun z reguły dostaje dzieci z dużym bagażem doświadczeń. Do tego dochodzi, niestety, presja społeczna i złośliwe ludzkie komentarze, że „oni robią to dla pieniędzy”. Komentujący w ten sposób nie zdają sobie sprawy, z jak ogromnym wysiłkiem wiąże się ta praca – podkreśla kierowniczka PCPR w Rawiczu.

Wprowadzonym przez panią Sylwię i jej męża od 2012 do grudnia 2015 roku pogotowiu rodzinnym przebywało dziewięcioro dzieci. 5 grudnia 2015 r. przebywająca tam trójka dzieci (dwójka miała wtedy 4 lata, a trzecie – 7 lat) została im zabrana. Powód?

Najstarsze z dzieci w szkole powiedziało nauczycielowi, że „ciocia je uderzyła”. Miało zadrapanie na twarzy i siniak na nodze – dodaje Ewa Szczepaniak. Anna Maćkowiak

Cały artykuł w 6. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*