Na miejscu wypadku w lesie powstała kaplica

123
Drewniana kaplica stoi na polanie w środku lasu 3,5 km od wioski Fot. Bogdan Ludowicz

Rąbiń w gminie Krzywiń znany jest przede wszystkim z nekropolii rodu Chłapowskich oraz miejsca, gdzie w 1794 r. do insurekcji kościuszkowskiej przyłączyła się Wielkopolska. Miejscowość ta skrywa dziś już trochę zapomniane pewne tragiczne wydarzenie sprzed lat. Pamiątką po nim jest ponad stuletnia drewniana kaplica stojąca na polanie w środku lasu, oddalona o ok. 3,5 km od wioski.
.
Wydarzenia związane z kaplicą miały miejsce w 1909 r. Właścicielem sąsiedniej Turwi był Zygmunt Chłapowski, syn generała Dezyderego Chłapowskiego.

W okresie przed wojną wuj Zygmunt był przewodniczącym Gostyńskiego Towarzystwa Rolniczego –pisał Dezydery Chłapowski w „Kronice rodzinnej”. – Był także przewodniczącym Rady Nadzorczej Banku Ziemiańskiego, którego zadaniem była ochrona ziemi polskiej przed przejściem w ręce niemieckie. Walczył m.in. z Komisją Kolonizacyjną o majątek Kotowiecko należący do Morawskich.

Zygmunt Chłapowski i Tekla Mańkowska z Brodnicy byli narzeczeństwem. W styczniu 1909 r. dziedzic z Turwi wraz z bratem Tekli Kazimrzem Mańkowskim wybrali się na polowanie odbywające się w okolicznych lasach. Doszło wtedy do ogromnej tragedii. Według relacji powtarzanej niegdyś przez mieszkańców Rąbinia polowanie zaczęło się od strony Błociszewa. W pewnym momencie, kiedy to jeszcze przez myśliwych nie był uformowany szyk, wszyscy jego uczestnicy usłyszeli huk. Według jednej z wersji Zygmunt Chłapowski schodził z bryczki, gdy broń, którą miał przy pasie, wypaliła. Śmiertelnie ranił wówczas niedoszłego szwagra Kazimierza Mańkowskiego

Małżeństwo zawarte wkrótce po tym ponurym wypadku, który dla Zygmunta był tragedią, wywołało wśród krewnych i znajomych liczne komentarze – stwierdził Dezydery Chłapowski. – Zygmuntowie Chłapowscy nie mieli dzieci, krążyły nawet plotki, że było to małżeństwo białe. Trwało tylko dziesięć lat, ponieważ wuj Zygmunt zginął w wypadku ulicznym w Warszawie. Wpadł pod ruszający tramwaj, do którego chciał wsiąść.

W miejscu, gdzie doszło do tej tragedii, zbudowano po kilku miesiącach kaplicę. W kronice parafialnej kościoła w Rąbiniu znajduje się w notatka dotycząca tej sprawy. Gerwazy Konopczyński

Cały artykuł w 45 numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*