Mój pierwszy raz

75
fot. mac

Z Piotrem Pawlickim, zwycięzcą turnieju o Grand Prix Łotwy rozmawia Mariusz Cwojda

Biało-czerwoni siedem lat temu w Toruniu zajęli całe podium w zawodach o Grand Prix Polski. Sukces odnieśli Tomasz Gollob, Rune Holta i Jarosław Hampel. Wyczyn swoich starszych kolegów powtórzyli w miniony weekend Piotr Pawlicki, Patryk Dudek i Maciej Janowski. Kapitan leszczyńskiej Fogo Unii po raz pierwszy w karierze wygrał turniej GP.

Takiej radości już dawno u ciebie nie widziałem. Symboliczne ucałowanie toru po wyścigu finałowym było piękne. Mam wrażenie, że sportowo odżyłeś
Moje sportowe morale poprawiło się. W końcu przyszedł długo oczekiwany wynik, na który ciężko pracowałem. Udowodniłem sobie i niedowiarkom, że stać mnie na wygrywanie. Tor na Łotwie jest bardzo ciężki. Powstał szybki pas. Doszło do bardzo groźnego wypadku. Na szczęście, koledzy wyszli z niego bez groźniejszych obrażeń. W „Daugawie” bez szybkich motocykli nie ma szans, by w ogóle nawiązać walkę. Dlatego tyle radości sprawiło mi zwycięstwo. Wysłuchałem Mazurka Dąbrowskiego w towarzystwie dwóch moich kolegów z reprezentacji. Coś pięknego! Chyba nie muszę przypominać, że od początku sezonu miałem problemy. One nadal jeszcze występują, ale mam nadzieję, że teraz będzie z górki. W meczu z Grudziądzem moje dwa pierwsze biegi pozostawiały wiele do życzenie. Dlatego po zwycięstwie w Grand Prix nie wpadam w euforię. Wciąż szukam szybkości. Jest lepiej, ale wciąż pracujemy.

W sobotę wygrałeś ze światową elitą, a kilkanaście godzin później miałeś problemy na leszczyńskim „Smoku”. Z czego one wynikają?

To jest złożony temat, gdyż każde zawody są inne. Nawierzchnia inaczej przygotowana, inna pogoda i jeszcze kilka innych czynników. W Lesznie upał miał wpływ na zachowanie silników. Na wszystko musimy zwracać uwagę. Nie wystarczy wsiąść na motocykl i przekręcić manetkę gazu.

Dochodzi jeszcze zmęczenie, gdyż startujecie dzień po dniu i dają się we znaki dalekie podróże.
Ja nie odczuwam zmęczenia. W sobotę startowałem w Daugavpils i następnego dnia w Lesznie. Lubię jeździć i rywalizować. Nie lubię siedzieć w domu. Nie znoszę nudy. Jestem zawodnikiem, któremu służą żużlowe maratony. Im więcej jazdy, tym większe możliwości. Doświadczyłem tego na początku sezonu, gdy kiepska pogoda poszatkowała terminarz rozgrywek i zawody były odwoływane. Ja muszę często startować. Jest to najlepsza recepta na poprawienie wyników. Przede mną więcej startów. Mam nadzieję, że złapię odpowiedni rytm i będzie dobrze.

Cały artykuł w 22. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*