Muzyczna podróż przez świat. Skrzypaczka z Leszna gra na luskusowym statku pasażerskim

196
Monika Sieracka (pierwsza z lewej): „Rodzice wspierali mnie w mojej nauki gry na skrzypcach” Fot. arch

Monika Sieracka przygodę z muzyką rozpoczęła w wieku sześciu lat. To starszy brat zakorzenił w niej chęć do nauki gry na instrumencie. Nie wywodzi się z rodziny o tradycjach muzycznych, ale edukacja odgrywała istotną rolę i była stawiana zawsze na pierwszym planie. 33-letnia Monika pochodzi z Leszna, a od dwóch lat mieszka w Gostyniu. Jest absolwentką Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Romana Maciejewskiego w Lesznie. Równocześnie uczęszczała do leszczyńskiego I LO.

– Rodzice wspierali mnie w rozwoju w kierunku muzycznym. Nie było łatwo pogodzić edukacji w ogólniaku i szkole muzycznej. Ogromne zmęczenie i brak wolnego czasu sprawiały, że niejednokrotnie chciałam przerwać naukę gry na skrzypcach i wybrać inny instrument oraz kierunek. W tym okresie ważną rolę odegrała pani Dorota Fenrych, ówczesna dyrektorka szkoły muzycznej w Lesznie. To ona podpowiedziała, na jakie kursy muzyczne powinnam uczęszczać oraz u jakich profesorów z Akademii Muzycznych pobierać prywatne lekcje – wspomina Monika.

Ukończyła studia licencjackie ze specjalizacji skrzypce w konserwatorium muzycznym, w fińskim Vaasa. Natomiast na Wydziale Instrumentalnym Akademii Muzycznej w Bydgoszczy na specjalności gra na skrzypcach ukończyła studia magisterskie.

– Studiując na kierunkach artystycznych, często uczelnię wybiera się ze względu na pedagoga. Jest to istotne, gdyż zajęcia są indywidualne, a profesor pomaga w doskonaleniu techniki, a więc uczy rzemiosła, ale też bezpośrednio wpływa na rozwój naszej wrażliwości muzycznej. Jest zatem nie tylko pedagogiem, ale często autorytetem i kimś kogo podziwiamy – mówi Monika.

Skrzypaczka dodaje, że czynnikiem decydującym o studiach za granicą było także zainteresowanie podróżami oraz chęć poznawania nowych kultur oraz języków. Wszystkie te elementy wpłynęły na podjęcie decyzji, a w konsekwencji wysłanie zgłoszenia na międzynarodowe kursy orkiestrowe i solistyczne w Szwecji, Finlandii, Niemczech oraz na Litwie.

Monika wspomina, że w szkole podstawowej wraz z klasą pojechała na przedstawienie do Teatru Wielkiego w Poznaniu. Zamarzyła, aby zagrać kiedyś z tamtejszą orkiestrą. Z czasem to marzenie się spełniło, ponieważ po studiach pracowała zarówno w Teatrze Wielkim w Poznaniu, jak i w Operze Wrocławskiej oraz filharmonii w Gorzowie.

– Do dzisiaj pamiętam to magiczne uczucie, kiedy moje marzenie: zagranie w spektaklu w teatrze, się spełniło. Granie w tym miejscu nie jest proste, zwłaszcza na początku. Repertuar jest bogaty i trzeba nastawić się na wymagającą pracę. Rano odbywają się próby, a wieczorem są przedstawienia, codziennie inne. Mimo tego pokochałam tę pracę ze względu na atmosferę, która tam panuje – tłumaczy Monika.

Obecnie Monika już trzeci miesiąc gra w kwartecie smyczkowym na luksusowym statku pasażerskim na Alasce. Nigdy nie myślała o tym, aby pracować w takim miejscu. Zupełnie przypadkiem zdecydowała się na kontrakt, który jest już czwartym z kolei. Usłyszała o nim od koleżanki, a że akurat kończyła się jej umowa z teatrem w Poznaniu, pomyślała, że warto spróbować. Goście tych linii wiedzą, że jedną z atrakcji są występy kwartetu smyczkowego. Dlatego podczas setów trzeba dać z siebie wszystko.

– Jest to chyba najtrudniejsze dla muzyka, ponieważ gramy codziennie i to przez sześć miesięcy, bo tyle wynosi mój kontrakt. Trzeba wybrać odpowiedni repertuar i starać się wykonać swoją prace jak najlepiej. Każdego dnia gramy jeden godzinny set oraz trzy 45-minutowe. Ponadto bierzemy udział w dużych wydarzeniach typu show z zespołem oraz tancerzami i śpiewakami. Niektórzy pasażerowie doskonale znają repertuar kwartetów i porównują nasz zespół z innymi – wyjaśnia Monika. Natalia Kurpisz

Cały artykuł w 35. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*