Niełatwe jest życie seniorów. Muszą liczyć każdy grosz

91
Od lewej: Stanisława Tobółka, Marta Sobala i Bronisława Bartkowiak Fot. ama

„Wesołe jest życie staruszka” – śpiewali kiedyś artyści z Kabaretu Starszych Panów. Okazuje się, że nie zawsze jest ono takie radosne, zwłaszcza gdy emerytura nie jest zbyt wysoka. Seniorzy, z którymi rozmawialiśmy, nie narzekają na swój los. Muszą jednak zacisnąć pasa i cierpliwie wypatrywać listonosza. Rodziny z dziećmi mogą dziś liczyć na fundusze z programu 500+. Starszym osobom często trudno jest związać koniec z końcem.

Ciężko się napracowałam i żebrać nie pójdę. Wolę być dziadem, ale honorowym – mówi przekornie 95-letnia Marta Sobala z Leszna. – Każdy pieniądz oglądam z prawa i z lewa zanim go wydam. Dziś kupię to, jutro tamto.

Co miesiąc dostaje 1100-1200 zł emerytury. Mimo podeszłego wieku mieszka sama.

Wielu takich jak ja Pan Bóg już pozabierał. Mnie się nie spieszy na tę drugą stronę. Świat jest piękny – deklaruje z uśmiechem.
Po każdej wizycie listonosza najpierw liczy, ile pieniędzy będzie potrzebować na opłaty. Reszta musi jej starczyć na życie.

Zawsze lepiej, gdy są dwie emerytury. Wtedy jedną można poświęcić na opłacenie rachunków, druga zostaje na życie – dodaje pani Marta.

Często młodzi ludzie, dysponujących o wiele większymi funduszami, narzeka, że trudno im przeżyć od pierwszego do pierwszego. Tymczasem leszczynianka nie narzeka. Zawsze jest też przygotowana na wizytę niezapowiedzianych gości. Ma pod ręką jakieś ciastka i nie trzeba siedzieć tylko przy kawie.

Pochodzę z zaradnej, pracowitej rodziny – zdradza leszczynianka. – Pracowałam m.in. w fabryce swetrów, a w czasie wojny – na roli.

Regularnie gotuje sobie obiady: ziemniaki, kluski, jakieś mięso, pierogi, zwłaszcza z powidłami, które uwielbia też jej córka. Codziennie mam coś innego, bo nie uznaje gotowania nawet na dwa dni do przodu. Choć sama żyje skromnie, pomaga też sąsiadce, która jest dwadzieścia lat od niej młodsza.

Młodsze kobiety zaglądają mi czasem do garnka i pytają, skąd to wszystko mam. Zawsze odpowiadam, że przecież nie ukradłam. Nie uznaję również pożyczek i mam nadzieję, że nigdy od nie będą musiała tego robić. Jeśli jest źle, to nigdy nie płaczę przy ludziach. Jak już, to w samotności, gdzieś w kącie – mówi Marta Sobala.

Co miesiąc stara się odłożyć trochę pieniędzy, by nie doprowadzić do sytuacji, że nie będzie miała w domu ani grosza. Nie pozwala też, by dzieci fundowały jej drogie prezenty.

Ostatnio chciały mi kupić komórkę, ale nie zgodziłam się. W komórce to ja się naspałam, tyle że kryształowej. Dlaczego kryształowej? Ano dlatego, że kiedyś nie było termoforów, a w zimne dni na ścianach pokoju zalegał szron – wspomina pani Marta, choć raz jeszcze podkreśla, iż nie narzeka ani na swoje wcześniejsze, ani obecne życie. Anna Maćkowiak

Cały artykuł w 11. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*