Nieszczęście zwane Ksawery

49
fot. mac

Orkan Ksawery poczynił spore spustoszenie w całym kraju, a kibicom zakłócił oglądanie transmisji meczu naszych piłkarzy z Armenią. Ale to i tak mały pikuś w porównaniu z tym, co ujrzeliśmy za drugi dzień rano na naszych ulicach. Przyznam, iż chyba nigdy wcześniej nie widziałem tylu powalonych drzew i generalnie tak księżycowego krajobrazu w rodzinnym mieście. Okazuje się, że życie lubi serwować nam takie atrakcje.

Pal licho nasz redakcyjny transparent rozerwany na strzępy przez złośliwego Ksawerego. Przygnębiające wrażenie zrobił na mnie widok powalonej przez żywioł lipy na – nomen omen – ulicy Lipowej. Pojawiła się refleksja, że coraz mniej lip na Lipowej, ale może dlatego, że to „lipne” drzewa? Zresztą lipą bardzo szybko i sprawnie zajęły się miejskie i państwowe służby. Gdy ja robiłem obchód po ulicy niedaleko naszej firmy, przewróconym drzewem już zainteresowali się pracownicy Miejskiego Zakładu Zieleni, inwentaryzujący zniszczenia. Jeszcze tego samego dnia usunięto wiatrołom zagrażający kamienicy i blokujący ruch pojazdów. W południe na ulicy pojawił się wóz strażacki z umundurowanymi pilarzami, którzy nie tylko usunęli zawalidrogę, lecz także przycięli gałęzie innego drzewa, które ucierpiało w wichurze.
Swoją drogą, zastanawiam się, czy nasi rodzimi strażacy nie powinni nazywać się jakoś inaczej, bo określenie „straż pożarna” sugeruje, iż zajmują się tylko gaszeniem pożarów. A przecież jeżdżą także do wypadków komunikacyjnych, likwidują gniazda os i innego latającego robactwa, w swych szeregach mają też specjalistów od nurkowania czy piłowania właśnie. Generalnie powinno się ich nazywać raczej ratownikami, bo ratują nas i nasze mienie, ale określenia: „straż ratownicza” albo „służba ratownicza” brzmią jakoś obco? Może to jednak tylko kwestia osłuchania się? Jakby co podrzucam decydentom pomysły na nową nazwę…

Tak przy okazji – nie każdy, kto posiada na swym terenie drzewostan, który w ten czy inny sposób ucierpiał, wie, co robić w takiej sytuacji. Podpowiadam więc za naszymi prawnikami: zamiar usunięcia drzew należy zgłosić w urzędzie gminy i wystarczy to uczynić drogą telefoniczną. Na miejsce powinna przyjechać osoba zajmująca się w gminie ochroną przyrody i sporządzić odpowiedni protokół. Jeżeli połamane drzewa stanowią zagrożenie, należy je przemieścić w bezpieczne miejsce do czasu przyjazdu urzędnika, jednak lepiej wcześniej sporządzić dokumentację fotograficzną. Jeżeli natomiast zagrożenia nie ma, to drzewa należny pozostawić do chwili przyjazdu pracownika urzędu tak jak pozostawiła je wichura. Słowem, nawet w takich sytuacjach samowolne usuwanie powalonych drzew nie jest wskazane. Oczywiście, ta uwaga dotyczy drzew, które mają w obwodzie co najmniej 50-80 cm w zależności od gatunku. Po szczegóły odsyłam do stosownych przepisów.
Na szczęście u mnie w domu drzew przewróconych zero, a prąd wyłączano tylko na chwilę. U innych przerwy w zasilaniu trwały nawet kilka dni. Z redakcyjnego kręgu znajomych wiem, że np. Osieczna nie miała prądu do soboty, podobnie Jezierzyce Kościelne. Z informacji starosty leszczyńskiego Jarosława Wawrzyniaka na Facebooku wynikało, iż w niektórych miejscowościach nie wszystkie fazy działały jeszcze we wtorek. Słowem, prawdziwy kataklizm!
Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*