„Niewdzięczni” parafianie zamykają drzwi przed księdzem

1224
Kościół parafialny w Żytowiecku fot. Lila Gabryelów

Mija blisko rok od czasu, gdy sprawa księdza Andrzeja W. z Żytowiecka ujrzała światło dzienne. Dziesięć miesięcy temu po raz pierwszy opisałam relacje świadków, którzy zarzucali proboszczowi molestowanie chłopców i dorosłych mężczyzn. A wszystko na przestrzeni ponad 30 lat!

Mimo prokuratorskiego śledztwa, prowadzonego w kierunku przestępstw o charakterze seksualnym, dotąd nie zareagowała kuria metropolitalna. Ksiądz dalej sprawuje swoje obowiązki i ma kontakt z dziećmi. Po blisko roku coś się jednak zmieniło. Parafianie zaczynają mówić głośno o tym, o czym do niedawna szeptano jedynie po kątach. W ludziach budzi się gniew, którego przestają się wstydzić. W parze z gniewem idzie odwaga. Odwaga do mówienia prawdy, choćby jej adresatem miała być osoba duchowna, która na wsi czasem wciąż jeszcze mylona bywa z Bogiem.

W ubiegłorocznym tekście „Grzech zagościł u księdza proboszcza Wiśniewskiego” moi rozmówcy mówili o seksualnym wykorzystywaniu przez proboszcza uczniów, ministrantów i dorosłych parafian. Opowiadano m.in. o tym, że ksiądz sadzał dzieci na kolana, gryzł je i lizał po uszach, wkładał ręce pod koszulki, kazał sobie masować palce i okolice krocza. Parafianie relacjonowali, że duchowny miał na plebanii dmuchane lalki i gejowskie pisma pornograficzne, które pokazywał nieświadomym chłopcom. Dorośli mężczyźni bali się chodzić sami do biura parafialnego, bo ksiądz wręcz rzucał się na nich, a nawet łapał za krocze. Podobnie zachowywał się podczas kolędy.

Po tekście w „Panoramie Leszczyńskiej” wracałam jeszcze do sprawy na moim blogu „Regiopis.pl”, gdzie opisywałam dokładnie relacje innych ofiar duchownego. We wpisie „Byłem molestowany przez księdza” jeden z mężczyzn wyznał szczerze pod nazwiskiem, że kiedy był dzieckiem, ksiądz w przerwie po lekcji religii grzebał mu w majtkach.

Inna relacja z tekstu „Masz małego czy dużego?” opowiada o próbach seksualnego napastowania ze strony księdza podczas wizyty w biurze parafialnym. Opisywałam też relacje wskazujące, że sprawa pedofilskich skłonności księdza W. mogła być tuszowana przez miejscową szkołę. Po artykułach zostało wszczęte śledztwo prokuratorskie. Prokurator dopatrzył się znamion ośmiu przestępstw o charakterze seksualnym, ale umorzył postępowanie, głównie z powodu przedawnienia czynów. Wszystko wskazuje na to, że było blisko do postawienia zarzutów i skierowania sprawy do sądu.

Przestępstwa pedofilskie nie ulegają jednak przedawnieniu w prawie kościelnym. Mimo że oskarżenia wypłynęły już w kwietniu ubiegłego roku, Kuria Metropolitalna w Poznaniu pozostała głucha. Nikt z władz kościelnych do parafian nie przyjechał, niczego nie próbowano wyjaśniać, oskarżanego księdza nie zawieszono w obowiązkach proboszcza, ani nawet nie odsunięto od pracy z dziećmi.

Gdy w październiku dopytywałam w kurii o podjęte działania, jej rzecznik ks. dr Maciej Szczepaniak odpisał:
Nie pozostaje nam nic innego jak zachęcić dziennikarzy „Panoramy Leszczyńskiej” do zachowania powściągliwości w relacjonowaniu rzekomych zdarzeń oraz o zachowanie wszystkich praw oraz standardów rzetelnego dziennikarstwa, ponieważ osoba podejrzewana, aż do momentu udowodnienia jej winy, korzysta z domniemania niewinności.

A zatem zdaniem rzecznika kurii proboszcz z Żytowiecka dalej może pracować i mieć kontakt z dziećmi. Stoi to jednak w jawnej sprzeczności z artykułem 1 aneksu nr 1 do wytycznych Konferencji Episkopatu Polski dotyczących oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia. Lila Gabryelów

Cały artykuł w 7. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

3 KOMENTARZE

  1. ZADEN WATYKAN TO ZA DLUGO BEDZIE TRWALO WIEZIENIE – ZNAJDZIE SWOICH PO PROSTU ROZEBRAC PRZYWIAZAC DO PLOTU MALEGO POLAC MLEKIEM I PODSTAWIC CIELAKA ALBO KOZE I NIECH SSIE TAK JAK KIEDYS NA DZIKIM ZACHODZIE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*