O krwawej wojnie i 52 dniach walk

79
Eugeniusz Śliwiński fot. ds

Z Eugeniuszem Śliwińskim rozmawia Dariusz Staniszewski

W jaki sposób doszło do odzyskania przez Polskę niepodległości?
– W 1795 r. Polska na 123 lata została wymazana z mapy Europy i świata. Ziemie należące do Rzeczpospolitej zostały podzielone pomiędzy trzech zaborców: Austrię, Prusy i Rosję. W czerwcu 1914 r. w Sarajewie zastrzelono arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Wybuchła I wojna światowa. Carska Rosja stanęła naprzeciw przymierzu monarchii Austro-Węgierskiej i Cesarstwa Niemieckiego. Krwawa wojna, wymagała nowych żołnierzy. Walczące strony, chcąc pozyskać nowego rekruta skierowały swój program mówiący o powojennym ładzie politycznym, w którym było miejsce dla Polski.

Linia frontu przebiegała daleko od Leszna, a czy skutki wojny były w nim odczuwalne?
– Pojawiły się rozkazy mobilizacyjne. Za ich niewykonanie groziła kara śmierci. Poborowych kierowano do garnizonu w Głogowie. W samym Lesznie konfiskowano na cele wojenne m.in. konie i wozy. Jednocześnie wprowadzono reglamentację żywności, a nadwyżki przeznaczano dla wojska. W mieście panował głód. W 1917 roku przydzielano na jednego mieszkańca niewielką, bo 90 gramową porcję masła tygodniowo i niecałe 400 gram ziemniaków dziennie.

Czy leszczyniacy przygotowywali się do przewrotu, narastały nastroje niepodległościowe?
Pamiętajmy, że w Lesznie na początku XX wieku proporcje narodowościowe były niekorzystne dla Polaków. Mieszkało w nim prawie 80 proc. Niemców, a Polacy stanowili mniejszość, było ich niespełna 14 procent. Tocząca się wojna wywołała ruchy migracyjne i pod koniec wojny mieszkało już prawie 38 procent ludności polskiej.

Cały artykuł w 45. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*