O odejściu z klubu lewicy, zadłużeniu miasta i braku wizji Leszna za 30 lat

211
Grzegorz Rusiecki

Z radnym Grzegorzem Rusieckim rozmawia Dariusz Staniszewski

Od początku swojej działalności samorządowej związany był pan z lewicą a w poprzedniej kadencji należał do grona najbliższych współpracowników prezydenta Tomasza Malepszego. Co zadecydowało o odejściu z klubu radnych lewicy?

W samorządzie jestem od 2002 roku i zawsze byłem po stronie lewicy. Nigdy nie miałem kłopotów, aby się z nią identyfikować, chociaż nie zawsze się w pełni zgadzaliśmy. Nowy rok jest impulsem do zmian. W ostatnich miesiącach sporo się w moim życiu zawodowym i osobistym wydarzyło. Decyzję o odejściu z klubu lewicy podjąłem po długim namyśle. Zrobiłem krok w tył, aby przeanalizować pewne sprawy i odpowiedzieć na pytanie, co dalej?

Czy bierze pan pod uwagę ubieganie się o fotel prezydenta Leszna?

W polityce dwa lata to cała wieczność. Funkcjonując w życiu samorządowym trzeba być gotowym na przyjęcie różnych ról. Ważne, by wewnętrznie czuć się przekonanym, że do pełnienia określonych funkcji ma się predyspozycje i kwalifikacje. Wielu mieszkańców sugeruje mi start w tych wyborach, ale jak będzie, czas pokaże. Nie trzeba pełnić funkcji prezydenta miasta, by najlepiej jak można służyć Lesznu i jego mieszkańcom.

Wróćmy do spraw miejskich. Prezydent Łukasz Borowiak wspomina o usprawnieniu działalności jednostek miejskich, rozważa połączenie niektórych z nich, np. Miejskiego Zakładu Zieleni i Miejskiego Zakładu Budynków Komunalnych. Czy taka konsolidacja ma sens?

Zawsze warto przyglądać się funkcjonowaniu i kondycji ekonomicznej miejskich jednostek. Jednak w tym zakresie nie wolno pominąć spraw ludzkich. Jeśli łączyć to mądrze, być może etapowo. Jeszcze raz powtórzę, wynik ekonomiczny jest ważny, ale efektywność w realizacji zadań i czynnik ludzki również.

Plany inwestycyjne prezydenta są imponujące. Wymienia się budowę: nowej hali sportowej, gmachu urzędu miasta w oparciu o partnerstwo publiczno-prywatne, nowej siedziby biblioteki. Mówi się o rewitalizacji rynku i ratusza. Szerokie są również plany drogowe, że wymienię remont drogi krajowej nr 12 w granicach miasta, czy projekt woonerfów na ulicach Brackiej i Zielonej. Czy Leszno stać na realizację tych wszystkich pomysłów?

Problem w tym, że nie ma, a przynajmniej radnym nie przedstawiono kolejności realizowania poszczególnych inwestycji i zadań oraz ich hierarchii. Mamy więc do czynienia ze swoistym koncertem życzeń, opartym o kolejne wizje i propozycje. Ważne jest postawione przez pana pytanie, czy ktoś to wycenił i sklasyfikował? Każda inwestycja cieszy, ale w domu też przeciekający dach będzie miał pierwszeństwo przed wydaniem tysięcy złotych na projekt i zagospodarowanie ogródka. Uważam, że na tym polega odpowiedzialność.

W jakim kierunku powinno rozwijać się Leszno?

Często można odnieść wrażenie, że obecne władze realizują nawet ciekawe inicjatywy, ale obliczone na „tu i teraz”. Brakuje im wizji Leszna za dwie, trzy dekady. Nie słyszałem, aby prezydent mówił, jakie ma być Leszno w 2050 roku? Przecież nie jest to odległa perspektywa, bo zaledwie 33-letnia. Wielu mieszkańców doskonale pamięta początek lat 80. ubiegłego wieku, a czas mija szybciej niż nam się wydaje.

Spójna wizja, musi odpowiedzieć na kluczowe pytania: jakiego miasta chcemy, jak wielkiego, jakie ma spełniać role i z czego słynąć?

To są naprawdę fundamentalne pytania. Na naszych oczach zachodzą zmiany demograficzne i komunikacyjne. Przypomnę, że już za chwilę uruchomiona zostanie szybka kolej i droga ekspresowa S5. Na powyższe nakładają się zmiany w mentalności ludzi, dlatego proponuję rozpocząć dyskusję. Wspólnie, bo Leszno to nasze wspólne dziedzictwo, dobro i przyszłość.

Cały artykuł w 52. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*