O szewcu, co uszył buty kulawemu psu

411
Marek Sobczak w swoim zakładzie szewskim uszył buty dla kulawego psa Fot. ds

Szewstwo to dzisiaj zawód zanikający. Większość butów jest wykonywana w fabrykach, a młodzież nie chce szkolić się w tym kierunku.

Naprawiam nie tylko buty. Klienci przynoszą do reparacji również torby lub paski – wyjaśnia Marek Sobczak, szewc prowadzący swój zakład przy ul. Zbigniewa Herberta (do niedawna Zygmunta Schaefera). – Mamy takie czasy, że trzeba być elastycznym i oferować szeroki wachlarz usług. Najważniejsze, aby zlecenia były wykonywane w terminie i solidnie.

Pan Marek swoją działalność prowadzi w małym, przylegającym do domu, warsztacie. Przez ponad 20 lat, które upłynęły od egzaminu czeladniczy, na rynku obuwniczym zmieniło się wszystko. Ludzie masowo zaczęli kupować niedrogie, importowane najczęściej z Chin buty, których nie warto naprawiać. Po sezonie wymienia się je na nowe. Dlatego z kilkunastu zakładów szewskich w Lesznie pozostało kilka, a na „święciechowskich hubach” jeden.

Jestem zadowolony i cieszę się, że wybrałem ten zawód. Odkąd pamiętam, zawsze lubiłem pomagać innym, a zawód szewca umożliwia taką pomoc – dodaje szewc. – Buty reperują przeważnie ludzie niezamożni, których nie stać na nową parę butów.

Zakład szewski cieszy się dużą popularnością, nie tylko wśród mieszkańców Zatorza. Obuwie do reparacji przynoszą również klienci z innych, odległych części miasta.

Klient ze Święciechowy poprosił kiedyś o uszycie butów dla swojego psiaka, który miał połamane tylne kończyny, dlatego ciągnął je po ziemi. Właściciel widząc, że sprawia to czworonogowi ból zakładał mu buty – dodaje pan Marek. ds

Cały artykuł w 36. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*