Podpalają, bo zazdroszczą, chcą się zemścić lub wykazać

229

Na początku listopada w leszczyńskim Gronowie spaliły się cztery samochody. Policja szybko ustaliła, że ogień nie wybuchł samoistnie, ale został podłożony. Podpalaczem okazał się 20-letni mężczyzna.

W przedostatni weekend listopada zatrzymano 31-letniego mieszkańca Solca Nowego (gm. Przemęt), który podłożył ogień pod jeden ze stogów w swojej rodzinnej miejscowości.

Z kolei w ręce kościańskich stróżów prawa kilka dni temu trafił 33-latek podejrzewany o serię podpaleń koszy na śmieci w Kościanie. Dlaczego ludzie podkładają ogień? Co nimi kieruje? Czy igranie z żywiołem to zwykła głupota czy też kryje się za tym coś więcej?

Powodów jest co najmniej kilka – mówi Andrzej Ziegler, zastępca komendanta powiatowego PSP w Kościanie. – Na pewno nie każdy podpalacz jest piromanem. Tych, w całej swojej ponad 30-letniej już karierze zawodowej, spotkałem raptem kilku. To ludzie chorzy psychicznie, którzy czerpią satysfakcję, często również seksualną, z widoku ognia. Najczęściej jednak podpalacze są ludźmi, którymi kierują po prostu niskie pobudki, jak zazdrość czy zemsta.

To chęć wyrównania rachunków pchnęła 20-latka z Leszna do podpalenia samochodów. Mężczyzna zeznał policji, że miał zatargi z ich właścicielami. Łączną wartość strat, jakie spowodował, oszacowano na 15 tys. zł.

Dużo większe straty spowodował podpalacz – też w akcie zemsty jak się później okazało – w jednej z wsi pod Śmiglem. W 2008 roku na mieszkańców tej niewielkiej miejscowości padł blady strach, bo w ciągu kilku dni aż czterokrotnie paliło się jedno z tamtejszych gospodarstw. Na początku spłonęło kilkadziesiąt balotów słomy zgromadzonej w stodole.

Kolejny pożar – również podłożony w stodole – był większy. Ogień strawił część dachu i resztę słomy. Potem na celowniku podpalacza pojawiła się chlewnia. Na szczęście zwierzęta w porę udało się wyprowadzić, ale budynek poszedł z dymem. Zanim udało się ustalić i zatrzymać podpalacza ogień pojawił się po raz czwarty. Tym razem palił się budynek gospodarczy. Pożar zniszczył zgromadzony w nim sprzęt. Podpalaczem okazał się jeden z synów gospodarzy, a powodem jego działania miały być konflikty rodzinne.

– W przeszłości takich podpalaczy bywało zdecydowanie więcej. Teraz to już margines – uspokaja A. Ziegler. – Większość ludzi nauczyła się rozwiązywać spory w sposób cywilizowany. Na szczęście prędzej pozwą sąsiada niż podłożą mu ogień.

Bywa, że podpalaczem, szczególnie młodym, kieruje chęć zaimponowania otoczeniu, bo zwykle jest pierwszy na miejscu pożaru i wzywa pomoc. Tak było w przypadku zatrzymanego w listopadzie tego roku 17-latka z Kaszczoru (gm. Przemęt). Chłopak podpalił dwa stogi i trawę.

mach

Cały artykuł w 49. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*