Przyzwoity Polak, choć nie magister

101
fot. mac

Na najbliższej sesji rady miejskiej w Lesznie znów może być gorąco. Radni PO wyszli z inicjatywą nadania skwerowi przy ul. Wojska Polskiego i Jagiellońskiej imienia Władysława Bartoszewskiego. Pod wnioskiem podpisało się też kilku radnych z innych ugrupowań. Jednak na Facebooku radny PiS Adam Kośmider jasno dał do zrozumienia, że to zły pomysł i będzie głosował przeciw. Smaczku całej tej sprawie dodaje fakt, iż w ub.r szef klubu PiS proponował, aby w tym miejscu stanął pomnik ofiar katastrofy rządowego TU-154 pod Smoleńskiem.

Od jakiegoś czasu można odnieść wrażenie, że najważniejszymi sprawami w mieście są zmiany lub nadawanie nazw ulicom i skwerom, tudzież likwidacja starych bądź stawianie nowych pomników. Zupełnie niedawno radni ostro sprzeczali się o Wisławę Szymborską i Zbigniewa Herberta, a także o to czy likwidować pomnik wdzięczności Armii Czerwonej. Z kandydaturą Bartoszewskiego jest o tyle prostsza sprawa, iż nie ma (na razie) kontrkandydata, skwer do tej pory nie miał swojej nazwy, a ewentualne wprowadzenie jej nie spowoduje konieczności zmian w dokumentach mieszkańców okolicznych bloków.

Cóż nie podoba się przeciwnikom kandydatury Władysława Bartoszewskiego? Nie lubią go na pewno za związanie się z rządami PO, choć Bartoszewski był już wcześniej ministrem spraw zagranicznych, w rządzie Józefa Oleksego jako tzw. minister prezydencki, desygnowany przez prezydenta Lecha Wałęsę. W dyskusji na Facebooku wybija się inny wątek, przywołując krążące po internetach zdanie, że w czasie wojny bardziej obawiał się Polaków niż Niemców. Tak naprawdę chodziło o obawę przed sąsiadami – konfidentami, którzy mogli donieść na niego, że pomagał Żydom.

Kolejny zarzut jest taki, że choć jako 18-latek trafił z ulicznej łapanki do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, to po kilku miesiącach został zwolniony ze względu na …zły stan zdrowia. Wbrew ugruntowanej opinii, że z tego obozu „wracało się” na wolność tylko przez krematoryjny komin, zwolniono z niego ok. 2000 więźniów, w tym około 1600 Polaków. Większość z nich wypuszczono do połowy 1942 r.
Inny zarzut to tytułowanie Bartoszewskiego mianem profesora podczas gdy on miał tylko maturę. W jego życiorysie na Wikipedii można wyczytać, iż w czasie II wojny światowej studiował polonistykę na tajnym wydziale Uniwersytetu Warszawskiego, a naukę po wojnie przerwało mu aresztowanie przez władze komunistyczne. Po 5-letnim pobycie w więzieniu powrócił na studia na UW w trybie eksternistycznym i złożył pracę magisterskiej, ale w 1962 r. został skreślony z listy studentów. W późniejszych latach wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i uczelniach niemieckich, m.in. w Monachium, gdzie był tzw. profesorem wizytującym.

Ot i cała prawda o życiorysie Bartoszewskiego. Większość ludzi pamięta raczej jego zasługi i to nie tylko dla Polski, np. podziemną działalność w AK, lecz także dla innych nacji, m.in. ratowanie Żydów w czasie wojny. Nie mają cienia wątpliwości, iż Władysław Bartoszewski całym swoich życiem jak najbardziej zasłużył sobie na szacunek i pamięć. Niezależnie od tego, iż nie skończył studiów i nie zginął męczeńską śmiercią w Auschwitz. Był po prostu przyzwoitym Polakiem, Tę maksymę często wygłaszał i był jej wierny.
Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*