Równik i Ocean Spokojny zawsze mnie fascynowały

49
Fot. arch

Marek Katarzyński, podróżnik z Gostynia, zaopatrzony w mapę i aparat fotograficzny eksploruje indonezyjskie wyspy w poszukiwaniu pozostałości po II wojnie światowej. Podczas swoich poprzednich ekspedycji odnalazł wiele bezcennych pamiątek, a teraz planuje kolejną wyprawę na Nową Gwineę (Irian Jaya).

Lotnictwem wojskowym zainteresowałem się już w dzieciństwie, sklejając kartonowe modele z „Małego modelarza”, którego dostawałem od rodziców. Później „spod lady” kupowałem trudniejsze w złożeniu modele plastikowe. Z biegiem czasu, budując swoją flotę powietrzną, zainteresowałem się wojną na Pacyfiku i dosłownie pochłaniałem wszelkie informacje, które miały z nią coś wspólnego – opowiada pan Marek. – Działania wojenne, toczące się w tamtej części świata, fascynują mnie do dzisiaj. Stały się moją życiową pasją. Dlatego cieszę się z każdej wyprawy w niedostępne tereny Indonezji, Nowej Gwinei i wysp Pacyfiku w poszukiwaniu wraków z ostatniej wojny. Podczas swoich ekspedycji zapuszczam się w dziewicze, dalekie i odosobnione od cywilizacji miejsca, gdzie jeszcze nie było białego człowieka. Spełniłem już swoje największe marzenie, znalazłem w dżungli wrak japońskiego myśliwca A6M5 „Zero” i to w bardzo dobrym stanie.

Odkrywca już kreśli plany swojej kolejnej wyprawy, tym razem będzie to interior Nowej Gwinei. Jednocześnie podkreśla, że w całym wypadzie do celu jego podróży najdroższy jest bilet lotniczy, który zazwyczaj kupuje z półrocznym wyprzedzeniem. W ten sposób na bilecie, który kosztuje kilka tysięcy złotych można sporo zaoszczędzić.

Bilet z Warszawy do Dżakarty w Indonezji i z powrotem można kupić już za około 1900 złotych, a dalsza podróż, np. do Papui i sam pobyt tam nie jest drogi. Pod warunkiem, że będziemy omijać luksusowe hotele i większe miasta, które wysysają z turystów całą gotówkę – dodaje podróżnik.

Możliwy jest tylko dwumiesięczny (turystyczny) pobyt w tym kraju za pewną opłatą na lotnisku. 14 tysięcy indonezyjskich wysp rozciąga się na przestrzeni 5,5 tysiąca kilometrów. Kto chce poznać życie w tym przepięknym kraju, ale nie z tarasu luksusowego hotelu, musi dysponować czasem i cierpliwością.

Dotarcie do Sorong, Jajapury czy Baliem Valley jest stosunkowo proste. Jednak wyprawa do bardziej odległych miejsc staje się bardziej skomplikowana. Podróżujący muszą mieć dużo czasu, być sprawni fizycznie, dysponować cierpliwością i pomysłowością, by dotrzeć do zamierzonego celu.

Pan Marek chętnie wraca do wspomnień z pierwszej wyprawy. Przygotowania do niej zajęły szesnaście miesięcy. Z kartką w ręku planował swoją podróż. Równocześnie szlifował angielski, a dodatkowo uczył się języka indonezyjskiego, by porozumieć się z tubylcami. Podróżnik z dumą podkreśla, że podczas przygotowań do swoich wypraw nie korzysta z pomocy innych. Nie prosi o pomoc żadnych organizacji. Wytyczając swój cel podróży opiera się na dokumentach, informacjach z książek, relacjach weteranów czy archiwalnych zdjęciach. Zresztą ten 46-letni mieszkaniec Gostynia jest prawdziwym ekspertem w historii przebiegu działań wojennych na Pacyfiku. Napisał wiele artykułów i dwie książki, a trzecią z wyprawy właśnie kończy.

Jego imponujący dorobek jest udokumentowany, odkrył ponad 80 wraków w niedostępnych terenach dżungli Nowej Gwinei, wyspy Yap i dzisiejszej Indonezji. Dariusz Staniszewski

Cały artykuł w 15. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*