Sado-maso z córką

266

Są pytania dzieci, które mrożą krew w żyłach. Jedno z nich padło dzisiaj rano. Córa wzięła mnie z zaskoczenia, gdy robiłem jajecznicę. Zapytała tak, że aż jaja się same zmieszały…

– Tato, co to jest sado-maso? – walnęła prosto z mostu, pomijając wszelkie preliminaria.

– A gdzie to usłyszałaś? – próbowałem grać na zwłokę, by przygotować się jakoś psychicznie na tę trudną rozmowę.

– Przeczytałam w twojej gazecie.

– W mojej? – dopytuję i widzę, jak żona wykonuje akrobację gałkami ocznymi.

– No tak, zaraz ci przyniosę.

Poczułem, jak koszula przestaje odbierać mi ciepło…

– O, patrz – mówi po chwili, pokazując ostatni „Duży Format”, w którym jest reportaż Tomasza Kwaśniewskiego pt. „Z mamą bawimy się w sado-maso”.

– Aaa, to taka zabawa dla dorosłych, rodzaj gry – wymamrotałem.

– Ale, o co w niej chodzi? – drążyła młoda.

– Nie garb się i jedz, bo ci wystygnie – chciałem zmienić temat.

– A na naszą konsolę można to kupić? – nie odpuszczała.

– Nie bardzo. To nie jest gra komputerowa – brnę, choć nie chcę.

– Planszowa?

– Raczej taka towarzyska – przyszła z odsieczą małżonka.

– Co znaczy towarzyska?

– No, że gra się w nią w towarzystwie. Można we dwoje lub w grupie – popuściła wodze fantazji Aga.

– Czyli możecie się w to bawić, jak przyjdą do was goście, tak? – porządkowała nowe informacje latorośl.

– Z gośćmi, to raczej nie… – zawiesiła głos małżonka. – Słuchaj, to taka gra ludzi, którzy są sobie bardzo bliscy np. męża i żony. Polega na tym, że jeden drugiemu niby robi krzywdę, ale tak dla zabawy i naprawdę nic złego mu się nie dzieje. Wiem, że to może być trudne do zrozumienia dla dziecka, ale dorośli niekiedy robią różne dziwne rzeczy. I tyle, temat zamknięty – ucięła zawodowo rozmowę.

– No to wczoraj się w to bawiłam z tatą. Jak mu nakleiłam na rękę taśmę klejącą, a potem szybko zdarłam, to miał łzy w oczach, ale się śmiał…

PRZEMO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*