Soja ma swoje plusy i minusy. Nie powinni spożywać jej mężczyźni.

54

Soja nie jest w Polsce popularna. Niechętnie po nią sięgamy z dwóch powodów: większość soi obecnej na rynku jest genetycznie modyfikowana, a ponadto kojarzy się głównie z dietą wegetariańską.

Kiedy daję moim pacjentom listę, na której mają zaznaczać produkty, których absolutnie nie chcą w swojej diecie, soję wykreśla 90% z nich. Kiedy pytam o powody takiej decyzji odpowiadają, że soi nie próbowali i nie chcą próbować lub, że to produkt droższy i trudno dostępny. Ewentualnie zrzucają winę na rzekomo jałowy smak. Tymczasem mylą się. Soję zjadają nawet o tym nie wiedząc, bo dodaje się ją niemal do wszystkiego. Ponadto soja nie jest droga i odpowiednio przyrządzona może być smaczna. Sama kiedyś przyrządziłam kotlety sojowe swojemu dziadkowi i był przekonany, że zjada kotlety drobiowe – mówi Kinga Markowska, dietetyczka z Leszna.

Czy soja rzeczywiście jest niemal we wszystkim i spożywamy ją mimo woli? Okazuje się, że wystarczy czytać etykiety by się o tym przekonać.

To doskonały wypełniacz i stabilizator. Poprawia lepkość, sprężystość i teksturę produktów spożywczych. Znajdziemy ją m.in. w niektórych słodyczach, lodach i wędlinach. Wykorzystuje ją nie tylko przemysł spożywczy, ale także farmaceutyczny – informuje dietetyczka.

Komu zalecana jest soja? Okazuje się, że jest idealna dla kobiet w okresie menopauzy ponieważ zawiera fitoestrogeny – związki mające podobne działanie jak kobiecy hormon- estrogen. Akurat u przekwitających kobiet poziom estrogenu radykalnie spada, dlatego spożywanie soi przyniesie w ich przypadku zamierzony efekt i może skutkować zmniejszeniem nieprzyjemnych objawów menopauzy. W aptekach znajdziemy wiele suplementów dla dojrzałych kobiet z sojowymi fitoestrogenami.

Co ciekawe fotoestrogeny są powodem dla których nadmiaru soi powinni unikać mężczyźni, bo może to u nich skutkować obniżeniem poziomu testosteronu.

Są badania, które mówią, że produkty sojowe spożywane w nadmiarze mogą wpływać na męską płodność i libido. Soja nie jest rekomendowana także dzieciom, bo może mieć wpływ na wzrost, proces dojrzewania i układ rozrodczy. Szczególnie chłopców nie powinno się poić mlekiem sojowym. Podkreślam jednak, że nie ma powodów do zmartwień jeśli mężczyźni będą spożywać umiarkowane ilości soi – dodaje Kinga Markowska.

Autorka pewnej książki traktującej o „ciemnej stronie soi” sugeruje, że roślina jest silnie alergizująca, ma wpływ na układ trawienny i związek z niektórymi rodzajami nowotworów, ADHD oraz niedożywieniem.

Nie znam żadnych badań naukowych które by dowodziły, że soja ma związek z jakimkolwiek nowotworem. Tak naprawdę dziś tematy związane z dietetyką są chwytliwe stąd może takie publikacje na rynku. Prawdą jednak jest, że soja uznawana jest za jeden z alergenów i są ludzie uczuleni na białko sojowe. Ponadto a nieodpowiednio przyrządzona podobnie jak inne rośliny strączkowe może być wzdymająca – zauważa Kinga Markowska.

Do plusów soi niewątpliwie można zaliczyć fakt, że zawiera ona pełnowartościowe białko. To najlepsze białko wśród białek roślinnych i jednocześnie najbardziej zbliżone do zwierzęcego.

Soja zawiera aminokwasy egzogenne, których nasz organizm sam nie wytwarza. Z badań wynika, że spożywanie 20 gramów białka sojowego dziennie, w połączeniu ze zdrową dietą, zmniejszyła ryzyko chorób układu krążenia – tłumaczy dietetyczka.

Soja zawiera także błonnik, kwas foliowy i witaminy z grupy B. Ale uwaga – wbrew powszechnej opinii wcale nie jest dietetyczna. Zawiera dużo tłuszczu. Parówki czy pasztety sojowe wcale nie są niskokaloryczne. Na 100 gramów soi 20 gramów stanowi tłuszcz, 30 gramów węglowodany, a 36 gramów to białko. Na korzyść soi przemawia wysoka zawartość błonnika. To aż 9 gramów na 100 g.

Jak z każdym produktem należy zachować umiar i rozsądek – zaleca K. Markowska.

Dietetyczka podkreśla, że osoby, które świadomie rezygnują z mięsa i z tego powodu włączają do swojej diety soję nie powinny wyłącznie w niej upatrywać źródła białka.

Konieczne jest urozmaicanie diety innymi roślinami strączkowymi. Co ważne: osoby, które wykluczają mięso, ale jedzą ryby zamiast białka z soi powinny pozyskiwać je z ryb. To zdrowsza opcja. Jeśli sięgamy po soję łączmy ją z warzywami i kaszą – tłumaczy K. Markowska.

Na rynku znajdziemy mnóstwo pochodnych soi, w tym olej sojowy. Lepiej go nie kupować, bo ma niekorzystne proporcje kwasów omega 6 do omega 3 i zawiera dużo kwasów tłuszczowych nasyconych.

Absolutnie nie nadaje się do smażenia – przestrzega specjalistka. kab

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*