Towarzyszyliśmy policji, straży i sanepidowi w kontrolach obozów i kolonii

36
Szymon Kurpisz sprawdzał, czy gaśnice mają aktualny przegląd Fot. kab

Z Leszna, w towarzystwie policji, straży pożarnej i inspektorów sanitarnych, wyruszamy do Boszkowa wczesnym rankiem.

Zamierzamy skontrolować obozy: jeździecki, żeglarski oraz ośrodek Zespołu Szkół Technicznych w Ostrowie Wielkopolskim – zapowiada Magdalena Janowska z Powiatowej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej w Lesznie.

Zazwyczaj o tej porze letnisko położone nad Jeziorem Dominickim dopiero budzi się do życia. W tym roku jest inaczej, bo przeważają deszczowe dni i każdy słoneczny poranek jest na wagę złota. Dlatego już przed dziesiątą plażowicze tłumnie rozkładają koce i leżaki.
Na filmach z okresu PRL wszelkie odwiedziny „czynnika kontrolnego” niezmiennie budzą postrach. Dziś wszystko odbywa się w zupełnie innej atmosferze. W ośrodku Sadyba I kawą i z uśmiechem wita nas Violetta Szczygielska, kierowniczka ośrodka.

Pogoda nam nie sprzyja w tym roku, mamy mniej gości niż zazwyczaj – mówi Violetta Szczygielska.

Nam deszczowa pogoda zdecydowanie odpowiada – uśmiecha się Marzena Kasińska z Komendy Miejskiej Policji w Lesznie – Im brzydsza aura, tym mniej interwencji.

Siadamy na tarasie, z którego rozpościera się fantastyczny widok. W jeziorze pluskają się turyści, najmłodsi uczestnicy żeglarskich półkolonii uczą się wiązania węzłów, a ich starsi koledzy są już na żaglach. Przed inspektorami PSSE w Lesznie rośnie góra dokumentów do sprawdzenia, w tym dokumentacja instruktorów i karty kwalifikacyjne uczestników. Potem czas na kontrolę w terenie. Inspektorzy zaglądają do pomieszczeń zajmowanych przez miłośniczki konnej jazdy. Pierwsze trzy pokoje są w idealnym porządku, ale pokój „Paszczaków” wygląda na miejsce, które o poranku dziewczyny opuszczały w dużym pośpiechu.

Oj, nie wszystkie dziewczyny w równym stopniu dbają o porządki. O piasek nie będę się czepiać, bo wiadomo w jakich butach dziewczyny wracają z jazdy konnej, ale „kotów” pod łóżkiem nie może być – grozi palcem Magdalena Janowska.

Na obozie jeździeckim jest 58 dziewczyn w wieku 8-17 lat i ani jednego chłopca.

O wiele łatwiej prowadzi się kolonię, na której mamy tylko jedną płeć – zdradza Marta Krawczyk, kierowniczka obozu jeździeckiego.

Wakacje w siodle od lat cieszą się sporym powodzeniem. Niektóre dziewczyny są tu ósmy rok z rzędu. Cenią sobie zarówno jazdę konną, wykłady, jak i prace stajenne.

Uczestniczki obozu śpią w Sadybie, zajęcia mają w Kalumecie, a w innym miejscu się stołujemy. Sporo chodzimy, więc zazwyczaj dziewczyny wracają wykończone – uśmiecha się Marta Krawczyk.

Organizatorzy starają się zapewnić odpowiednie warunki także dzieciom ze specjalnymi wymogami żywieniowymi.
Mamy nawet wegetariankę, dla której gotowane są bezmięsne zupy – dodaje M. Krawczyk.

Szymon Kurpisz z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej sprawdza budynek pod kątem bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Jego uwagę przykuwają wystające z ziemi przewody instalacji odgromowej oraz gaśnice bez naklejki informującej o wykonaniu obowiązkowego przeglądu.

Zgodnie z przepisami nie ma obowiązku montowania instalacji odgromowej w takich budynkach, ale jeśli została ona zdemontowana, jej pozostałości należy zabezpieczyć – poucza Szymon Kurpisz.

Na szczęście okazuje się, że aktualny przegląd gaśnic został zrobiony, a sam ośrodek doposażono w zupełnie nowe, dodatkowe gaśnice.

W świetle przepisów gaśnica bez przeglądu uznana jest za niesprawną – wyjaśnia strażak.

W razie pożaru, gdyby gaśnica nie miała przeglądu, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty ubezpieczenia – dodaje policjantka.

Zalecenia dla Sadyby: naprawić ławki na tyłach budynku. Karolina Bodzińska

Cały artykuł w 30. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*