Na wakacje zabierzmy dobry nastrój

37
Fot. kab

Czas przed urlopem jest jednym z najtrudniejszych. Jesteśmy zabiegani i zestresowani, próbujemy domknąć na ostatni guzik wszystkie zawodowe i domowe sprawy. Nie zawsze idzie jak po maśle i frustracja rośnie…

Tak niestety jest, choć wcale nie musi. Przecież przed urlopem jest podobnie jak przed weekendem. W normalnym trybie wszystko udaje nam się zazwyczaj zamknąć, dlaczego więc przed urlopem wymyka nam się to z rąk? Wszystkiemu winne jest wyobrażenie. Wydaje nam się, że przed urlopem spraw jest zdecydowanie więcej, stąd nasze nerwowe nastawienie.

Warto podeprzeć się tu stwierdzeniem, że świat nie jest taki jaki jest, ale taki jakim go sobie opowiemy. Jeśli opowiemy go sobie spokojniej to i spokojniej się czujemy. Przecież za wyjątkiem spraw gardłowych wszystkie inne można przełożyć na później, załatwić po urlopie. Dajmy sobie pewną granicę luzu – apeluje Grażyna Kijowska-Wein, psycholożka z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Lesznie.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Wielu z nas, kiedy daje sobie za dużo luzu, ma poczcie że zmierza w stronę destrukcyjnego nieróbstwa. Boimy się, że jeśli zaczniemy „odpuszczać”, wszystko wymknie się spod kontroli.

Niepotrzebne obawy. Myślę, że mamy takie wewnętrzne ramy, w których się pilnujemy. Umiejętność odkładania rzeczy na później jest ważna tak, jak ważna jest umiejętność słuchania swojego organizmu. To on zazwyczaj alarmuje, że nadszedł czas, aby się zatrzymać. Boli nas głowa, jesteśmy nerwowi, kłócimy się z bliskimi i przyjaciółmi, nie umiemy usiąść spokojnie przy kawie….To oznacza, że naprawdę trzeba się zresetować – przekonuje psycholożka.

Jak długo wypoczywać? Czy są granice czasowe, które pozwolą na prawdziwy reset? Są różne badania i zdania na ten temat. Niektórzy twierdzą, że potrzebne są trzy tygodnie bez pracy. W pierwszym tygodniu umysł dopiero się oczyszcza i adaptuje do nowej rzeczywistości, w drugim zaczynamy odczuwać prawdziwą przyjemność, w trzecim rzeczywiście kompletnie się resetujemy i ładujemy akumulatory. Ale przecież rzadko pracodawca daje trzy tygodnie urlopu w jednym ciągu!

Mnie zawsze uwierają takie mądrości, że musi być tyle, a tyle. Rozumiem, że jeśli jakiś biomechanik czy fizjolog będzie badał parametry naszego organizmu powie, że żeby oczyścić się ze „złogów psychicznych” potrzeba jakiegoś konkretnego przedziału czasowego. Badania nijak się mają do realiów, w jakich funkcjonujemy. Zapewniam, że jeśli powiemy sobie, że jest super bo wyjeżdżamy na cudowny weekend czy aż 10-dniowe wakacje, to będzie naprawdę super. Wszystko zależy od naszego nastawienia. Oczywistym jest, że o pracę trzeba dbać, dlatego wypoczywajmy tyle, ile możemy i cieszmy się z tego! – zachęca Grażyna Kijowska-Wein.

A co ma zrobić człowiek, który na urlop z różnych powodów nie może sobie pozwolić? Jest wiele osób, które prowadzą własne biznesy i kilka dni nieobecności w bardzo młodej firmie wiąże się z dużym ryzykiem. Lub ci pracujący na umowy o dzieło, zlecenia, na czarno. Przestój w pracy oznacza brak dochodu.

Spotykamy takich ludzi wokół siebie. Mają kiepską pracę i złe warunki materialne, żyją na minimalnym poziomie, a jednak rozpiera ich szczęście. Po porostu umieli przewartościować swoje życie – tłumaczy psycholożka. Karolina Bodzińska

Cały artykuł w 29. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*