Walczyli z komuną i śnili o wolności

177
Jacek Sacha, rysunek wykonany w trakcie internowania

Jacka Sachę, Włodzimierza Nawrockiego i Eugeniusza Śliwińskiego łączą solidarnościowe korzenie i niezachwiana wiara w demokrację. Mają na koncie „propagowanie wrogich poglądów i działalność skierowaną przeciwko linii politycznej partii”. Cała trójka była internowana w stanie wojennym. Dziś każdy z nich idzie swoją drogą: pan Jacek wspiera Nowoczesną, pan Włodzimierz maszeruje z Komitetem Obrony Demokracji, a pan Eugeniusz, z racji historycznego wykształcenia i wykonywanego zawodu, kultywuje pamięć o przeszłości i solidarnościowym zrywie. Nadal jednak coś ich łączy: brak zgody na niszczenie demokracji przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Polityką staram się nie zajmować, bo krew się może wzburzyć, a mam nadciśnienie – żartuje dr Eugeniusz Śliwiński i już poważnie dodaje:
W rzeczywistości jestem bardzo zaniepokojony tym, co się dzieje. Obawiam się, że młode pokolenie czeka trudny proces odbudowy i powrotu na drogę, którą jeszcze do niedawna kroczyliśmy wspólnie z Europą.

Pan Eugeniusz jest zniesmaczony tym, co PiS zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym.

Robimy krok do tyłu, tracimy nasz dorobek, wypracowany na drodze budowania demokracji. Rodzi się pytanie, jak duży będzie ten krok? – zastanawia się dr Śliwiński i podkreśla, że przez ostatnich 20 lat Polacy starali się wprowadzać zmiany w drodze ewolucji, a dziś funduje się nam rewolucję.

Nie wiem, jakie będą kroki dotyczące ordynacji wyborczej, kadencyjności samorządów i jak zakończy się próba powiększenia Warszawy ze względów politycznych? I co będzie z demonstrantami spod Sejmu, których twarze znalazły się na stronach organów ścigania? Taka demokracja pachnie mi trochę PRL-em – uważa Eugeniusz Śliwiński.

Dla Włodzimierza Nawrockiego publikowanie wizerunków demonstrantów, ściganie ich i postawienie zarzutów to taka próba zastraszenia.

Chodzi o to, żeby człowiek wolał zostać w domu zamiast wychodzić na ulicę i okazywać niezadowolenie. Ja się nie dałem zastraszyć wtedy i nie dam się zastraszyć teraz – podkreśla W. Nawrocki.

Ja bym się analogii do dawnych czasów na siłę nie doszukiwał, bo tego nie można porównać. Kiedyś łatwiej było ludzi zastraszyć czy wprowadzić w błąd, bo mieli ograniczone możliwości pozyskiwania i przekazywania sobie informacji. Jedna czy dwie słuszne gazety, jedna słuszna telewizja. W Solidarności posługiwaliśmy się dalekopisem. Kto z młodego pokolenia wie, co to takiego? Dziś przepływu informacji nie da się już ograniczyć, nikt tego nie zatrzyma. Gwarantem wolności jest internet, media społecznościowe i nowe technologie – wylicza Jacek Sacha.

Mimo technologii i wielu programów informacyjnych uważam, że nadal z powodzeniem ludziom kit się wciska. Hasła, że telewizja kłamie, były już w użyciu i teraz też je słychać – kontruje pan Włodzimierz.

Nawrocki nie zliczy ileż to razy PRL – owska władza zapraszała go na pogawędki i podkładała pod nos protokół do podpisania. Chciała wiedzieć, co tam w zakładzie pracy słychać, tak nieoficjalnie…

– Jeszcze trochę i znów nas będą tak wołać. Ja przestrzegam tych moich ludzi z KOD-u, żeby jednak zwracali uwagę z kim, gdzie i o czym rozmawiają. Szczególnie przy piwku. Kto wie nad czyimi portretami psychologicznymi już się pracuje – mówi z przymrużeniem oka pan Włodzimierz i dodaje już całkiem serio:

Nie trzeba mieć przykrych doświadczeń z poprzedniej epoki, by wiedzieć, że władza zawsze przygląda i będzie przyglądać się ludziom.
Karolina Bodzińska

Cały artykuł w 6. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*