Warkoczyki, dredloki i szalone barwy

427
Dredloki z powodzeniem można łączyć z warkoczykami Fot. kab

Kiedy nadchodzą wakacje i zaczynamy urlop, na wszystko potrafimy spojrzeć z zupełnie nowej perspektywy. Sztywna dotąd urzędniczka zrzuca swój uniform i jedzie na Przystanek Woodstock, zasadniczy nauczyciel wyciąga z szafy koszulkę pamiętającą czasy Jarocina, a pani z osiedlowego sklepiku z dumą prezentuje wytatuowane ćwierć wieku temu plecy…

Nie ma znaczenia, czy ma się naście czy kilkadziesiąt lat. Wakacje to czas kiedy można wyluzować. Szalona fryzura, której bez trudu pozbędziesz się przed powrotem do szkolnych lub zawodowych obowiązków, to świetna propozycja na lato. O zmianę image można zadbać w salonie lub zaciszu domowej łazienki.

Od lat, szczególnie w nadmorskich miejscowościach, hitem są kolorowe warkoczyki wplatane w naturalne włosy. Tym nieco odważniejszym rekomendujemy syntetyczne dredy i dredloki, a osobom, które lubią eksperymentować z kolorami doradzamy nietrwałe farby koloryzujące. W popularnych sieciówkach drogeryjnych zajdziemy mnóstwo pianek, farb i tonerów od turkusowej fali po pastelowe róże.

Największym atutem syntetycznych dredów czy dredloków jest fakt, że można je ściągać i ponownie zakładać w dowolnym momencie. Kończy się lato, można schować je w szufladzie i wrócić do nich za rok – mówi Kamila Stróżyńska, zawodowa fryzjerka prowadząca w Rawiczu salon dla miłośników szalonych fryzur.

Jako młoda dziewczyna Kamila pokochała punkową muzykę. Z czasem stała się przykładną mamą prowadzącą własny biznes. Ale nadszedł czas, kiedy spokojny wizerunek zaczął ją uwierać. Po trzydziestce skusiły ją różnokolorowe dredy, a pasja miała przełożenie na pracę zawodową. Jej salon to miejsce, w którym można wpleść we włosy cuda we wszystkich kolorach tęczy.

Oczywiście wcale nie trzeba korzystać z usług fryzjera – zaznacza Kamila Stróżyńska. – Wszystkiego można nauczyć się podpatrując filmy w internecie. Z warkoczykami będzie nam musiał ktoś pomóc, ale zakładanie dredloków jest naprawdę bardzo proste.

Przy podejmowaniu decyzji należy brać pod uwagę kondycję swoich włosów. Choć dredloki na oko wydają się o wiele cięższe od warkoczyków, w rzeczywistości są od nich zdecydowanie lżejsze!

Osobom o gęstych, mocnych włosach polecam warkoczyki, bo u nich nie widać żadnych prześwitów. Osobom o delikatniejszej strukturze włosa rekomenduję dredloki – dodaje Kamila Stróżyńska.

Przy okazji warto wspomnieć, że dredloki to najlepszy sposób na zapuszczanie włosów, bo można doczepić je do czupryny o długości zaledwie 3-5 centymetrów. Po 3-4 miesiącach odrost staje się widoczny. Wówczas trzeba poprawić mocowanie czyli zdejmujemy i możemy od razu ponownie zakładać.

Dziennie gubimy około setki włosów więc kiedy przy zdejmowaniu warkoczyków lub dredów zobaczymy sporo włosów, które wypadły, nie należy się zrażać. To nie efekt „obciążania” włosów, ale naturalny proces. Dredloki wpływają na kondycję naszych naturalnych włosów minimalnie. Oczywiście, jeśli będziemy bardzo mocno ściągać je gumką w koński ogon ryzykujemy, że powyrywamy sobie naturalne włosy – zaznacza fryzjerka. Karolina Bodzińska

Cały artykuł w 27. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*