Wielki lekarz i patriota, ale też niezwykle skromny człowiek

142
Fot. arch

Urodził się w Osiecznej, w Lesznie uczęszczał do gimnazjum, a w Krzywiniu praktykował. W żadnej z naszych miejscowości nie jest jednak – i nigdy nie był – tak dobrze znany jak w Bydgoszczy, gdzie jego imię nosi jedna z ulic, tramwaj, a także największy w mieście szpital. Mowa o Janie Bizielu, wielkim patriocie i społeczniku, wspaniałym lekarzu, ale nade wszystko dobrym i szalenie skromnym człowieku.

Ta ostatnia cecha, czyli niechęć do życia w poklasku i rozgłosie, sprawiła, że nawet po śmierci w 1934 roku, władze Bydgoszczy, które chciały uhonorować znamienitego obywatela miasta, musiały ostatecznie odstąpić od planów zorganizowania mu uroczystego pochówku. Pogrzeb Biziela był bardzo skromny, tak jak sobie tego życzył.

W tym samym dniu jednak zebrała się rada miejska Bydgoszczy, aby uczcić jego pamięć. Pożegnał go wówczas m.in. ówczesny prezydent miasta Leon Barciszewski. To, jak scharakteryzował pochodzącego z Osiecznej lekarza, a przekaz znany jest z prasowych publikacji, do dziś chwyta za serce.

[…]

Wróćmy jednak do początku. Jan Biziel urodził się 12 października 1858 roku w Osiecznej. Kształcił się w gimnazjum w Lesznie, gdzie w 1879 roku zdał maturę.

Nie ma wątpliwości, że pochodzenie i wychowanie w duchu wielkopolskiego patriotyzmu i walki z germanizacją miało istotny wpływ na jego późniejszą życiową postawę. Choć na studia medyczne wybrał się do niemieckich miast: Lipska i Greifswaldu, praktykę lekarską odbywał w Chełmnie, bliskim miastu jego urodzenia Krzywiniu oraz Wrocławiu.

Do Bydgoszczy sprowadził się w 1906 roku. Miał wówczas 48 lat. Był żonaty i miał trzy córki, z których najstarsza była 12-latką. Mieszkanie Bizielów szybko stało się miejscem patriotycznych spotkań, gdzie żywo dyskutowano o sprawie polskiej, a sam Biziel występował przy różnych okazjach z patriotycznymi referatami. Było to oznaką dużej odwagi, bo gród nad Brdą znajdował się wówczas pod zaborem pruskim, a zdecydowana większość lekarzy była Niemcami.

Pracował dużo. Wiadomo, że ubogich pacjentów przyjmował za darmo. W czasie powstania wielkopolskiego z narażeniem życia udzielał pomocy lekarskiej rannym powstańcom. Leczył i operował ich również w prywatnych domach. Wystawiał fałszywe dokumenty i potajemnie wyprowadzał ze szpitala tych, którym groziła kara śmierci za dezercję z armii pruskiej. Anna Machowska

Cały artykuł w 31. numerze Panoramy Leszczyskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*