Wielkie miłości i dramaty Chłapowskich

129
Tekla i Zygmunt Chłapowscy. Za ich miłością kryła się wielka tragedia. Zygmunt w czasie polowania śmiertelnie postrzelił brata Tekli

Z Emilianem Prałatem, autorem książki „Ród historii – historia rodu. Archiwum Kopaszewskie Chłapowskich”, rozmawia anna Machowska.

Jedna z potomkiń generała Dezyderego Chłapowskiego nazwała pana naczelnym chłapologiem, pierwszym po nieżyjącym Józefie Świątkiewiczu. Skąd zainteresowanie tym rodem?
Pochodzę z Turwi, w której znajdowała się główna rezydencja najwybitniejszego przedstawiciela rodu generała Dezyderego Chłapowskiego. Przez ten fakt Chłapowscy naturalnie zaistnieli w moim życiu. Moi dziadkowie pamiętają jeszcze Teklę Chłapowską, żonę Zygmunta, wnuka Dezyderego. Zawsze ciepło się o niej wyrażali. W miarę dorastania i poznawania historii coraz bardziej doceniałem wpływ Chłapowskich nie tylko na moją miejscowość, ale w ogóle na losy kraju, szczególnie Wielkopolski.

Pana najnowsza książka jest o niezwykłych dokonaniach Chłapowskich?
Niekoniecznie. Zależało mi, aby pokazać ród nie tylko z perspektywy piedestału, na którym stanęli, dzięki swoim zasługom, ale także jako mężów, ojców, synów oraz żony, matki i córki. Stąd w książce znalazły się m.in. porady Dezyderego z zakresu higieny ciąży kierowane do córki Zofii, elektrokardiogram Mieczysława Chłapowskiego, fotografie dzieci, dworów, listy miłosne, dokumenty hipoteczne dotyczące Turwi, świadectwa szkolne Tadeusza Chłapowskiego.

Jakim ojcem był więc generał Chłapowski? Czy działając na tylu różnych frontach znajdował w ogóle czas dla swoich pociech?
Znajdował. Potwierdza to przeogromna korespondencja, która się zachowała. Widać w niej dużą zażyłość Dezyderego wobec dzieci, ale nacechowaną – przynajmniej w stosunku do synów – pewną powściągliwością, by nie rzec oschłością. Czytając te listy momentami ma się wrażenie, że wydawał wojskowe rozkazy. Dezydery niezwykle wysoko cenił naukę i zdobywanie wiedzy. Bardzo kontrolował więc edukację synów. W odniesieniu do córek listy są o wiele cieplejsze. Bez wątpienia jego oczkiem w głowie była najmłodsza córka Zofia, która na dodatek była chorowitym dzieckiem. W sumie generał miał sześcioro dzieci, ale pierworodna córka Maria zmarła w 1832 roku, mając zaledwie rok. Oprócz niej było jeszcze trzech synów: Stanisław, Tadeusz i Kazimierz, a także dwie córki: Józefa oraz wspomniana już Zofia.

Generał miewał jakieś słabości: alkohol, papierosy, a może długie wylegiwanie się w łóżku?
Nic z tych rzeczy. Był tytanem pracy. Codziennie wstawał o 4.00 lub 4.30, aby już godzinę później samemu doglądać prac polowych. Nie wyjeżdżał jednak z pałacu przed wypiciem dwóch filiżanek kawy, do których lubił zjeść jakiś egzotyczny owoc. Hodował, najprawdopodobniej w szklarni przy pałacu, arbuzy, ananasy, figi, a także kilka odmian szczepów winnych, przywiezionych z Francji i Włoch. Stąd też przyjęło się powiedzenie: „Dziedzic Turwi i Gołębina może pijać słodkie wina”. Świadczyło ono jednak tylko i wyłącznie o wysokim statucie rodziny. Żaden z Chłapowskich nie nadużywał alkoholu. Papierosy palił tylko Mieczysław, syn Kazimierza i jego żona Wanda, ale ona jak na damę przystało, paliła zawsze poza domem, a jadąc w gości nigdy nie zabierała papierośnicy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*