Wyrok za brak zgody na przetrzymywanie ptaków

130
Marek Pinkowski (z lewej) sokolnictwem zajmuje się od lat Fot. Bogdan Ludowicz

Po sześciu rozprawach niekwestionowany autorytet w dziedzinie sokolnictwa usłyszał, że jest winien przetrzymywania ptaków drapieżnych bez wymaganego zezwolenia. Sąd Rejonowy w Kościanie skazał Marka Pinkowskiego, znanego sokolnika i tresera zwierząt, a także podkomorzego skansenu „Soplicowo” w Cichowie (gm. Krzywiń) na tysiąc złotych grzywny i pokrycie kosztów sądowych.

To absurd – oburza się Marek Pinkowski i zapowiada złożenie odwołania. – Jeśli będzie trzeba, jestem gotów bronić swoich racji nawet przed Trybunałem w Strasburgu. Konstytucja i prawo własności powinny być święte. Nie można narzucać obywatelowi sprzecznych ze sobą przepisów. Zgodnie z prawem posiadam ptaki, ale nie mogę ich przetrzymywać.

Najważniejsza była tu kwestia interpretacji przepisów prawnych – podkreśliła uzasadniając wyrok sędzia Joanna Matuszewska-Potocka. – Sąd nie mógł podzielić wersji obrońcy jakoby były sprzeczności pomiędzy przepisami. Stwierdzenia, jakie znajdują się w podstawowych przepisach, nie są sprzeczne.

Sprawie z zapartym tchem przygląda się całe środowisko sokolnicze w Polsce. Okazuje się bowiem, że choć w „Soplicowie” ptaki drapieżne trzymane są zgodnie ze sztuką sokolniczą, były nabyte legalnie i zarejestrowane w kościańskim starostwie, to ich właściciel nie może ich przetrzymywać, bo nie ma zgody Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska.

Nie mogę się zgodzić z tym, że w Polsce, w przeciwieństwie do wielu innych krajów Europy, gdzie sokolnictwo i przetrzymywanie ptaków drapieżnych jest jasno określone przez konwencję o przetrzymywaniu i handlu zwierzętami chronionymi, wymyśla się ad hoc dodatkowe ministerialne rozporządzenia, które są zupełnie bezsensowne – wyjaśnia M. Pinkowski. – Ustawa o ochronie przyrody mówi wyraźnie, że posiadanie zwierząt wymaga rejestracji w starostwie, a teraz wymyślono dodatkowe słowo „przetrzymywanie” i zmusza się nas, nie tylko sokolników, ale i innych legalnych hodowców zwierząt chronionych, do dodatkowych obowiązków. Oczywiście wiąże się to z dodatkowymi opłatami administracyjnymi.

Zdaniem sokolnika takie rozporządzenie wprowadzono jedynie dla urzędniczej wygody, a właścicielom ptaków utrudnia ono życie i niepotrzebnie wydłuża wszelkie ich działania.

Nikt, zarówno sąd, jak i oskarżyciel, nie kwestionują, że jestem właścicielem moich ptaków, że mam prawo do ich posiadania i do transportu, ale nie mając zgody dyrektora RDOŚ nie mogę ich przetrzymywać. Dla mnie to bez sensu – podkreśla podkomorzy skansenu „Soplicowo”.

Stąd adwokat oskarżonego Michał Szczudło złożył wniosek o wystąpienie przez sąd do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności rozporządzenia ministra ochrony środowiska z ustawą o ochronie przyrody.

Sprawa swój początek miała w maju 2015 roku. Skansen „Soplicowo” odwiedziła wówczas kobieta, którą zaniepokoiły obecne tam ptaki drapieżne przywiązane sznurkiem do słupków (co fachowo określa się przywiązaniem dłużcem do berła). Uznała, że zwierzęta są niepotrzebnie narażone na stres i porównała ich sytuację do psów uwiezionych na łańcuchu. Swoje zastrzeżenia zgłosiła instytucjom odpowiedzialnym za ochronę zwierząt, czym uruchomiła całą lawinę kolejnych zdarzeń.

Uznała, że mój orzeł jest smutny i ma depresję. Nie wiem, czy widziała kiedyś uśmiechniętego orła – mówi nie kryjąc ironii Marek Pinkowski mach

Cały artykuł w 11. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*