Nie tylko wzrost się liczy. Talent na wielkie granie

230
Adrian Bogucki i jego rówieśnik Szymon Nowak. Razem występują w drużynie juniorów Polonii 1912 Leszno, która dotarła do ćwierćfinału mistrzostw Polski Fot. mac

Z Adrianem Boguckim, koszykarzem Polonii 1912 Leszno i reprezentacji Polski U-18, uczniem Szkoły Mistrzostwa Sportowego we Władysławowie, Któremu fachowcy przepowiadają wielką karierę, rozmawia Mariusz Cwojda.

Zawsze byłeś najwyższy?
Wśród rówieśników zawsze. Raz się zdarzyło, to były czasy gimnazjum, że spotkałem wyższego od siebie. Kolega był wyższy ode mnie o 5 centymetrów. Ale on był starszy ode mnie. To był chyba jedyny taki przypadek.

Kiedy urosłeś najwięcej?

W gimnazjum – od pierwszej do trzeciej klasy gimnazjum urosłem 25 centymetrów. Wcześniej aż tak dużego progresu nie było, rosłem systematycznie tzn. średnio 5 centymetrów w roku. Chodziłem do szkoły do Dziesiątki. Do szkoły miałem bardzo blisko. Następnie trafiłem do Gimnazjum nr 8. Dyrekcja szkoły wspólnie z trenerem Janem Zabawą utworzyli tam klasy o profilu koszykówka.

Wzrost odziedziczyłeś po rodzicach?
Tak, na pewno. Tata mierzył prawie dwa metry. Dokładnie miał 196 cm. Mama – 180 cm. Ja mam 215 cm i jestem osiemnastolatkiem.

Wzrost ponad 200 cm pomaga, czy przeszkadza w życiu codziennym?
Nigdy się specjalnie nad tym nie zastanawiałem. Taki urosłem i jest mi dobrze. Wydaje mi się, że jest więcej plusów, niż minusów. Wśród tych drugich na pewno występuje mały kłopot z zakupem ubrań i butów. Na szczęście, są sklepy, które dysponują odzieżą i obuwiem dla wysokich. Taki sklep znalazłem również w Lesznie. Niedawno zastanawiałem się nad kursem na prawo jazdy. Nie wiem, jak ja będę zdawał egzamin w tych małych samochodach (śmiech).

Przy takim wzroście byłeś skazany na koszykówkę? Czy próbowałeś sprawdzić się w innych dyscyplinach sportu?

Z kolegami często grałem w kosza. Tylko amatorsko, żeby pobiegać, porzucać piłkę. Była nie tylko koszykówka. Graliśmy w siatkówkę, w piłkę nożną, na co przyszła ochota. Kiedyś kolega, który już nie trenuje kosza, namówił mnie, żebym przyszedł na trening do Polonii. Poszedłem i już zostałem. Jak się później okazało, gra w koszykówkę wyznaczyła mi drogę. Staram się ją realizować. Co będzie później – zobaczymy. Mam nadzieję zostać w baskecie na najbliższe lata.

Po ukończeniu gimnazjum zdecydowałeś się kontynuować naukę w Szkole Mistrzostwa Sportowego o profilu koszykówka. Z perspektywy czasu, jak oceniasz swój wybór?

To nie był jedyny wybór, bo miałem inne propozycje, ale moim zdaniem ten którego dokonałem okazał się najlepszy. Poszedłem do SMS i widzę, że w ciągu ostatnich dwóch lat zrobiłem postępy.

Jak wygląda dzień z życia ucznia Szkoły Mistrzostwa Sportowego? Ile czasu poświęcacie na naukę, a ile na sport?

Pobudkę mamy o 7.30. O 7.50 zaczyna się śniadanie. O 9 jesteśmy na treningu. Zajęcia trwają dwie godziny. Na 12 idziemy do szkoły. Lekcje trwają do 16. O 17 mamy drugi trening. Po nim zajęcia własne, w tym odrabianie lekcji i przygotowanie się do zajęć następnego dnia. Szkoła jest trzyletnia. Jest niepublicznym liceum ogólnokształcącym pod szyldem Polskiego Związku Koszykówki. Edukację kończy egzamin maturalny. Szkoła nie opiera się tylko na koszykówce. Plan lekcji wypełniają, jak w każdej szkole średniej, język polski, matematyka, angielski, biologia, itd. My w SMS mamy rozszerzony profil matematyki, angielskiego, biologii i wiedzy o społeczeństwie. Absolwenci są przygotowani, by zagrać w I lidze, ekstraklasie lub w ligach zagranicznych.

Cały artykuł w 15. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*