Zamarznięte stawy, jeziora i rowy mogą być śmiertelną pułapką

107
Kościańscy strażacy w ubiegłym tygodniu po raz kolejny doskonalili swoje umiejętności w ratownictwie Fot. arch KP PSP w Kościanie

Nie ma sytuacji, w której zabawa na naturalnym akwenie skutym lodem byłaby w pełni bezpieczna – uważa Andrzej Ziegler, zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Kościanie. – Miejmy świadomość, że wchodząc na zamarznięty staw czy jezioro, można już z niego nie wrócić. Sam nigdy bym się o to nie pokusił. Byłem świadkiem zbyt wielu sytuacji, gdy kończyło się to tragedią.

Identyczne zdanie ma Waldemar Chwalczuk, kierownik grupy interwencyjnej rejonowego WOPR w Boszkowie.

Pamiętam sytuację sprzed kilkunastu lat, gdy zima była naprawdę sroga. Mój przyjaciel wybrał się z żoną na łyżwy na zlodzone jezioro w Osiecznej. Mnóstwo ludzi tam wówczas jeździło, ale pod nim niespodziewanie lód się załamał i wpadł do wody. Wszystko skończyło się dobrze, dzięki czołgającej się do niego żonie, która podała mu modny wówczas bardzo długi szalik. Później, gdy analizowaliśmy, co mogło do tego doprowadzić, stwierdziliśmy, że to prawdopodobnie często przesiadujące w tym miejscu ptaki ogrzały lód swoim ciałem i osabiły – podkreśla W. Chwalczuk.- Dodam jeszcze, że lekarze mówili, iż otarł się o śmierć, bo zbyt szybko przyjmował pozycję pionową chcąc dostać sie do samochodu.

Lód na naturalnych zbiornikach wodnych jest bardzo różnorodny i ulega ciągłym przemianom. Jest cieńszy w miejscach, gdzie intensywniej świeci słońce. Osłabia go też wiatr, deszcz czy zalegający na nim śnieg. Szczególnie niebezpieczne są miejsca w pobliżu ujścia rzek i kanałów, ujęć wody, mostów, pomostów i przy brzegach, gdzie występuje roślinność (trzciny, krzaki). Należy również unikać miejsc, gdzie przez pokrywę lodową widać płynącą wodę.

Większe jeziora zamarzają i odmarzają od brzegów, więc na środku lodowa tafla może być krucha. Naprawdę nie ma sensu ryzykować, bo w przypadku załamania się lodu prowadzenie akcji ratowniczej jest bardzo trudne, a czas wyjątkowo szybko działa na niekorzyść osoby poszkodowanej. Anna Machowska

Cały artykuł w 4. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

1 KOMENTARZ

  1. ostatnio chodziłem po jeziorze Góreckim na wyspę Zamkową , jak wiele innych osób, nie podchodząc do areatora (i słusznie), ale to jednak chyba pierwszy i ostatni raz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*